Prychnąłem cicho i z politowaniem spojrzałem na mężczyznę.
- Dzięki za fatygę, ale wolę wykonywać swoją pracę poprawnie - warknąłem i podarłem małą wizytówkę na kawałki. Odwróciłem się spokojnie i jak gdyby nigdy nic odszedłem w swoją stronę. Skoro i tak nic innego mi nie zostało, to dlaczego mam się nawracać przy pomocy jakiegoś kolesia, który pokaże swoją dobroduszność i będzie tracił kasę na to, by wywalić biały proszek do śmieci. Znudzony przewróciłem oczami i stanąłem na uboczu by zapalić papierosa. Jakie więc było moje zdziwienie kiedy towarzysz stanął obok mnie.
- Przemyśl to jeszcze -powiedział.
- Nie dzięki.
<Gregory?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz