Uwaga!

niedziela, 20 listopada 2016

Od Costina

Podziwianie spływających po oknie kropel... jedyne odprężające zajęcie, jakie mogę sobie zagwarantować. Fascynujący wyścig, w którym domyślasz się tylko, która kropla spłynie pierwsza. W głowie wyobrażasz sobie niestworzone sytuacje, podczas takiego wyścigu. Wydaje ci się, że słyszysz wiwaty kibiców i jęki protestu przeciwników. Westchnąłem w duchu i uniosłem ramiona z parapetu, teraz opierając się o niego tylko lekko zarośniętą brodą. Czas się ogolić Costin. Przywaliłem czołem w parapet z własnej woli i jęknąłem przeciągle.
- Wszystko z tobą dobrze kochanieńki? - usłyszałem głos jednej ze staruszek. Uniosłem się i sztucznie uśmiechnąłem.
- Oczywiście. Potrzebuje pani czegoś? - zapytałem, dziękując w duchu, że wybudziła mnie ze zgorzałego transu. Starsza kobieta gestem przywołała mnie do siebie, dlatego bez zbędnych protestów podszedłem i ukląkłem obok niej. - Tak? - kobieta przysunęła mnie bliżej siebie i nachyliła się nad moim uchem.
- Co cię trapi, moje dziecko? - zapytała, posyłając mi porozumiewawcze spojrzenie. Westchnąłem cicho i znowu uśmiechnąłem się sztucznie. - Nie udawaj mi tu szczęśliwego - warknęła i zaczęła targać mnie za policzek.
- Chodzi o to, że żałuję za wszystko, co zrobiłem w przeszłości. Każdy z was, a właściwie większość obywateli tego kraju znają moją historię. Jednak mi ufacie, za co jestem wam ogromnie wdzięczny - wymamrotałem pod nosem, mając nadzieję, że niedosłysząca kobieta mnie nie usłyszy. Nie miałem jednak szczęścia. - Chciałbym, żeby tu była i mnie wspierała. Trzynaście lat temu popełniłem ogromny błąd, za który teraz płacę. Myśli pani, że uda mi się żyć normalnie?
- Sztuką jest w siebie uwierzyć, od tego zależy całe nasze życie - powiedziała i wróciła do gry w szachy ze swoim mężem. Pokiwałem twierdząco głową, zapisując jej słowa w pamięci i wyszedłem z pokoju. W ułamku sekundy znalazłem się na korytarzu, a później w pokoju dla pracowników.
- Peggy, spadam na dzisiaj - powiedziałem, biorąc kurtkę z wieszaka i uśmiechnąłem się do młodej dziewczyny na pożegnanie.
- Pamiętaj że obiecałeś, mi wyjście na lunch! - usłyszałem jeszcze. Zaśmiałem się cicho. Ostatnim razem, kiedy zabrałem ją na lunch, kelner ciągle nam się przyglądał, więc w końcu dała mu mój numer. Na szczęście nikt nie zadzwonił, ani napisał, dlatego nie czułem się przytłoczony przez drugiego człowieka.
Wyszedłem na ruchliwą ulicę zakładając zimowe odzienie i udałem się w stronę znanego mi miejsca. Skręciłem w ciemną uliczkę, by znaleźć się przy opuszczonej fabryce cukru. Tak wiem, cudowne miejsce na spotkania z innymi dealerami. Przełknąłem głośno ślinę i oparłem się o stary zbiornik. Do pomieszczenia weszło dwóch mężczyzn z kilkoma paczkami białego proszku.
- Masz czas do następnego tygodnia. W poniedziałek widzę pieniądze - powiedział jeden. Skinąłem głową i wyszedłem, znowu skręcając w ciemny zaułek. Zjechałem po ścianie, by usiąść na mokrym chodniku i zalać się potokiem łez. Dlaczego ja to robię? Dlaczego nadal krzywdzę innych. Przetarłem oczy dłonią i pociągnąłem nosem. Gapiłem się pusto w ścianę na przeciw puki nie usłyszałem oczywistego zdania.
- Dlaczego tu siedzisz?

<Ktoś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz