Włóczyłem się po mieście udając, ze nie mam żadnego bliżej określonego celu. Zazwyczaj moja taktyka się sprawdzała i po kilku godzinach udawało mi się znaleźć jakiegoś dealer'a. Tym razem też tak było. Jednak nie udało mi się do niego podejść wystarczająco szybko. Przede mną było koło niego jakieś dziecko.
- Dlaczego tu siedzisz?- Zapytała najwyraźniej dziewczynka.
- Tak jakoś.- Mruknął chłopak. Nagle do dziewczynki podbiegła matka i bez słowa ją zabrała. Podszedłem do chłopaka.
- Masz towar?- Zapytałem możliwie jak najciszej. Ciężko było mi rozmawiać z takimi ludźmi. Kiedy miałem 16 lat jeden z moich najlepszych kumpli pożegnał się z życiem po kilku spotkaniach z dealer'em. Chłopak kiwnął głową i poszedł w ciemną uliczkę. Wyciągnął torbę z jakimś narkotykiem. Przeszedł mnie dreszcz. Nienawidzę tego robić. Wpakowałem mu w dłoń plik banknotów i zabrałem torebkę. Wyjąłem zza paska myśliwski nóż i rozciąłem torebkę. Cała jej zawartość wysypała się do śmietnika stojącego obok.
- Ej co ty robisz?- Zapytał dziwiąc się chłopak.
- Nie pozwalam truć się jakimś dzieciakom i ratuję twoją skórę.- Mruknąłem.
- Słuchaj młody. Mam dla Ciebie propozycje. Kiedy dostaniesz nową działkę przychodzisz do mnie. Ja Ci płacę i pozbywam się tego świństwa a ty nie robisz sobie kłopotów. Chyba że nie lubisz swojego szefa to zawsze możesz iść na policję.- Powiedziałem i podałem mu kartkę z adresem.
<Costin?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz