Nasze spojrzenia spotkały się a mnie przebiegł dreszcz. Dotknąłem delikatnie policzka Ginie.
- Jak się czujesz?- Zapytałem cicho.
- Świetnie.- Odparła po czym położyła swoją dłoń na mojej piersi. Bardzo dobrze czułem się w jej towarzystwie właściwie od zawsze. Co prawda na początku trochę się krępowaliśmy w sytuacjach sam na sam ale to było dwa lata temu. Chwilę potem Ginie położyła mi swoją głowę na piersi. Nasze usta zbliżyły się a po chwili złączyły się w pocałunku.
- Dziękuję Ci.- Szepnęła mi do ucha Ginie.
- Za co?
- Za wszystko. Za to że jesteś.- Powiedziała. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Poczekaj muszę odebrać.- Powiedziałem. Nie miałem ochoty odbierać ale mogło to być coś ważnego.
- Słucham.
- Gregory? Jak miło cię słyszeć.- W słuchawce usłyszałem głos znajomej, która aktualnie mieszka z mężem w Afryce. Od jakiegoś czasu jeżdżę do nich co roku. Główną przyczyną jest obecność lwa imieniem Leo. Historia z nim związana jest bardzo ciekawa bo w czasie kiedy Elza - matka Leo wydawała na świat swoje młode asystowałem przy porodzie. Również potem kiedy Leo nie chciał jeść byłem jedyną osobą, która była w stanie go do tego zmusić. Ot taka przyjacielska zażyłość.
- Gregory mamy problem z Leo.
- Jaki problem?
- Nie chce jeść. Kiedy wyjechałeś jadł mniej niż zazwyczaj a teraz w ogóle przestał. Nie wiemy co robić.- Powiedziała ze smutkiem. Leo był również jej ulubieńcem więc wszelkie pogorszenie w jego zdrowiu bardzo ją martwiło.
- Daj go do telefonu i naszykuj mu mięsa.- Powiedziałem. Chwilę potem usłyszałem w słuchawce pomruki.
- Leo słyszysz mnie? Masz natychmiast zacząć jeść to mięso bo jak nie to tam zaraz przyjadę i siłą będę Ci je wpychał.- Powiedziałem dość ostrym głosem. W telefonie lew mruczał chwilę a potem dało się słyszeć mlaskanie.
- Gregory jesteś wielki. Kiedy nas odwiedzisz?
- Planowałem za dwa tygodnie ale nie wiem jeszcze.- Stwierdziłem.
- To do zobaczenia.- Powiedziała i rozłączyła się.
- Leo?- Zdziwiła się Ginie.
- Zaprzyjaźniony lew.- Powiedziałem.
- Musisz mi go kiedyś przedstawić.- Stwierdziła i zaczęła się śmiać. Chwilę potem również i ja do niej dołączyłem.
<Ginie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz