- Myślałaś kiedyś o swoich zaręczynach?- Zapytałem po chwili gdy zostaliśmy sami.
- Tak.
- Jak by wyglądały?- Zapytałem po kilku sekundach.
- Nigdy dokładnie nie planowałam jednak chciałabym żeby ten jedyny oświadczył mi się w teatrze.- Powiedziała i przytuliła się do mnie.
- Tak w ogóle to dużo osób będzie u Ciebie na wigilii?- Zapytała po dłuższej chwili.
- Nie wiem. Muszę policzyć. Moi dziadkowie to cztery, rodzice sześć, wujowie i ciotki to już szesnaście, kuzyni to już czterdzieści sześć, moje rodzeństwo i ich partnerzy to pięćdziesiąt siedem, ty i twoja rodzina to sześćdziesiąt cztery plus dzieciaki to sześćdziesiąt osiem. Nie wiem jak będzie z Golanem i resztą.- Stwierdziłem.
- Zdawało mi się że masz sześciu wujów.- Powiedziała po chwili Ginie.
- Tak jednak wujek Romeo i mój ojciec pokłócili się kilka lat temu i od tego czasu wujek nie przyjeżdża a raczej nikt go nie zaprasza. Ciocia Juliette ani ich piątka dzieci nie mają nic do gadania.
- Może ty go zaproś?
- Właśnie tak chciałem zrobić.- Stwierdziłem i pocałowałem ją.
< Ginie?>
Uwaga!
sobota, 24 grudnia 2016
niedziela, 18 grudnia 2016
Od Ginie Cd Gregory
- Jasne.- Stwierdziłam z uśmiechem. Marie aż podskoczyła na krześle z radości.
- Tylko bez żadnych numerów.- Powiedział Gregory.
- Jasne tato.- Powiedziała za siostrę Rose. Gregory uśmiechnął się i pokiwał głową. Po kolacji Gregory po raz kolejny zabrał głos.
- Jak codziennie teraz ogłoszenia. W przyszłym tygodniu będziemy wystawiać musical. Edward oczywiście występuje a co do reszty...- Urwał na chwilę i rozejrzał się dookoła.
- Wszyscy byli na tyle grzeczni, że będziecie mogli wnieść trochę życia za kulisy. - Powiedział Gregory co spowodowało niepochamowany wybuch radości wśród młodszych dzieci. Rosa i Marie skoczyły mu w ramiona i przytuliły się do niego. Był to naprawdę piękny widok. Dopiero teraz zauważyłam że za miesiąc są Święta.
- Ginie co masz zamiar robić w święta?- Zapytał Gregory kiedy wreszcie dziewczynki go puściły.
- Będę przygotowywać Wigilie dla rodziny.- Powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Może wpadniecie do mnie. W tym roku ja mam zaszczyt przygotować kolacje Wigilijną.- Powiedział uśmiechając się.
- Jasne ale pomagam w gotowaniu.- Stwierdziłam z uśmiechem.
- Oczywiście.- Odparł i podszedł do mnie po czym cmoknął mnie w policzek.
<Gregory?>
- Tylko bez żadnych numerów.- Powiedział Gregory.
- Jasne tato.- Powiedziała za siostrę Rose. Gregory uśmiechnął się i pokiwał głową. Po kolacji Gregory po raz kolejny zabrał głos.
- Jak codziennie teraz ogłoszenia. W przyszłym tygodniu będziemy wystawiać musical. Edward oczywiście występuje a co do reszty...- Urwał na chwilę i rozejrzał się dookoła.
- Wszyscy byli na tyle grzeczni, że będziecie mogli wnieść trochę życia za kulisy. - Powiedział Gregory co spowodowało niepochamowany wybuch radości wśród młodszych dzieci. Rosa i Marie skoczyły mu w ramiona i przytuliły się do niego. Był to naprawdę piękny widok. Dopiero teraz zauważyłam że za miesiąc są Święta.
- Ginie co masz zamiar robić w święta?- Zapytał Gregory kiedy wreszcie dziewczynki go puściły.
- Będę przygotowywać Wigilie dla rodziny.- Powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Może wpadniecie do mnie. W tym roku ja mam zaszczyt przygotować kolacje Wigilijną.- Powiedział uśmiechając się.
- Jasne ale pomagam w gotowaniu.- Stwierdziłam z uśmiechem.
- Oczywiście.- Odparł i podszedł do mnie po czym cmoknął mnie w policzek.
<Gregory?>
środa, 30 listopada 2016
Od Gregory'ego Cd Ginie
Rano szybko zebraliśmy się i pojechaliśmy kupić meble. Na nasze szczęście miał idealne. Resztę niedzieli spędziliśmy w swoim towarzystwie. W poniedziałek rano Ginie musiała pojechać do matki a ja i Edward pojechaliśmy do ośrodka adopcyjnego.
- Panie Deck miło pana widzieć.- Powitała mnie dyrektorka.
- Mnie również. Wszystko gotowe?
- Oczywiście. Wystarczy że pan podpisze.
- Dobrze. Edward pójdziesz po Marco, Rosę i Marie?
- Jasne tato.- Powiedział Edward i pobiegł korytarzem w sobie znanym kierunku. Szybko załatwiliśmy formalności i wróciliśmy całą piątką do domu. Dwa tygodnie minęły nam jak dwa dni.
- Jak tam dzieciaki?- Zapytała któregoś dnia Ginie.
- Świetnie.-Stwierdziłem.
- Przyszłabyś na kolację? Rose i Marie nie mogą się ciebie doczekać. Bardzo Cię lubią.- Powiedziałem.
- Jasne że przyjdę.- Odparła i poszła w swoją stronę. Wieczorem była kilka godzin przed czasem.
- Postanowiłam przyjść wcześniej i pomóc.- Wytłumaczyła i uśmiechnęła się.
- Jasne.- Odparłem a nagle zza moich pleców wystrzeliły dziewczynki wciągając Ginie do domu. W czaskie kiedy ona zajmowała się dzieciakami ja zabrałem się za przygotowanie kolacji. Włączyłem telewizor i odszukałem program informacyjny. Z początku nie było nic ciekawego bo mówili tylko jak to świetnie wszyscy sobie radzą na polu zawodowym, co swoją drogą dość często jest kłamstwem. Jednak oczywiście jak zawsze na końcu znalazły się plotki (niekiedy prawdziwe) którymi aktualnie żyło społeczeństwo.
- Musical Dracula I'amour plus fort que la mort bije rekordy popularności. Na najbliższy tydzień bilety zostały wysprzedane w ciągu kilku godzin. Jednak równym zainteresowaniem co sam musical cieszą się również informacje na temat życia prywatnego jego gwiazd. Najnowszą z nich jest wiadomość o rzekomym ślubie Gregory'ego Decka z dużo starszą kobietą. Teza ta została opublikowana po pojawieniu się aktora w jednej z Paryskich szkół. Jak zostaliśmy poinformowani przywiózł on piętnastolatka, który miał być rzekomo jego pasierbem. Jak się później okazało chłopak wcale nie był synem żony Deck'a lecz wychowankiem jednego z domów dziecka, którego mężczyzna adoptował jakiś czas temu. Jednak odtwórca roli Sorci'ego nie jest jedynym aktorem, o którym teraz się mówi. Podobnym zainteresowaniem co sprawa Gregory'ego Deck'a cieszy się nowy związek Ginie Line. Wybranek Satine nie jest jak na razie znany jednak pojawiły się pewne spekulacje. Jedna z teorii mówi o powrocie kobiety do byłego partnera. Jednak ostatnio wpłynęło do nas wiele informacji o coraz bliższych relacjach między Gregory'm oraz Ginie. W piątek wpłynęła do nas informacja o złym stanie emocjonalnym kobiety. Powodem tego stanu jest choroba matki. Z pomocą przyszedł jej właśnie kolega z pracy. Najpierw okazał się on pocieszycielem, który jak prawdziwy facet użyczył kobiecie swojego ramienia do wypłakania a później zabrał na kilka dni do swojego domu. Z tego co udało nam się ustalić Gregory zgłosił się również jako dawca krwi dla matki Ginie. Na podobny wyczyn odważył się również jego adopcyjny syn. Od tamtego czasu pod drzwiami Ginie co dzień zaobserwować można bukiet róż. Jest to sytuacja bardzo ciekawa. Jeszcze ciekawszą sprawą okazało się kolejne doniesienie o związku Gregory'ego Deck'a. Przesłanką co do takich spekulacji był widok trójki dzieci w wieku od 7 do 10 lat na terenie posiadłości mężczyzny. Również ta teoria została obalona, tym razem przez dyrektorkę domu dziecka, w którym jeszcze do niedawna mieszkał pierwszy adopcyjny syn Deck'a. Jak się okazało dziesięcioletni Marco oraz siedmioletnie, bliźniacze siostry Rosa i Marie również jeszcze do poniedziałku byli jego podopiecznymi. Jak się okazało Gregory adoptował całą trójkę za radą Edwarda mimo że decyzja o kolejnej adopcji zapadła jeszcze zanim dokonano pierwszej.- Głos w telewizorze umilkł a ja uśmiechnąłem się.
- Zabawne.- Stwierdził Edward, który właśnie wszedł do pokoju. Kiwnąłem głową potwierdzając jego słowa.
- Masz trzy listy tato.- Powiedział po chwili podając mi koperty. Zdziwiłem się bo oprócz rachunków i czasem jakichś listów od fanek musicalu nie dostaje. Wziąłem pierwszą kopertę i otworzyłem ją. Tekst zapisany w liście był jak uderzenie obuchem w twarz.
- Tato co jest?- Zapytał Edward, który nagle pojawił się za moimi plecami. Podałem mu list. Chłopak usiadł na fotelu a chwilę potem zapadła cisza.
- Wezmę drugi.- Stwierdziłem. Jednak treść drugiego listu okazała się bardzo podobna do pierwszego. Edward zabrał mi go z rąk.
- Ja otworzę trzeci.- Stwierdził Edward najwyraźniej domyślając się treści kolejnego listu.
- Jedziemy jutro zrobić testy?- Zapytał Edward.
- Tak ale chyba już znamy wyniki.
- Ja, Marco i dziewczynki jesteśmy twoimi biologicznymi dziećmi.- Stwierdził Edward. Nie wiedziałem co mam na to odpowiedzieć. Przez te wszystkie lata nie miałem o nich pojęcia.
- Nie wiedziałem... Żadna mi nie powiedziała.- Próbowałem się wytłumaczyć.
- Spokojnie... Rozumiem.- Stwierdził Edward klepiąc mnie po ramieniu. Chwilę potem do pokoju weszła Ginie.
- Czemu jesteście tacy przybici?- Zapytała a ja kiwnąłem na Edwarda żeby podał jej listy. Przeczytała je i usiadła obok.
- Każdy z nas popełnia błędy. Ważne żebyśmy umieli je dostrzec i zaakceptować.-Stwierdziła i objęła mnie ramieniem.
- No to bierzemy się za kolacje.- Stwierdził Edward i pognał do kuchni.
- Los lubi drwić z ludzi.- Stwierdziłem i poszedłem za nim. Ginie stała chwilę w pokoju ale również przyszła.
- Masz teraz rodzinę o jakiej zawsze marzyłeś.- Stwierdziła.
- Prawie.- Odparłem a kiedy zauważyłem że Edward nie patrzy cmoknąłem ją w policzek.
- Brakuje w niej jeszcze jednej bardzo ważnej osoby.- Powiedziałem. Zabraliśmy się za kolacje. Jakiś czas potem wszyscy siedzieliśmy przy stole.
- Ciociu zostaniesz dzisiaj na noc?- Zapytała Marie robiąc maślane oczka.
<Ginie?>
- Panie Deck miło pana widzieć.- Powitała mnie dyrektorka.
- Mnie również. Wszystko gotowe?
- Oczywiście. Wystarczy że pan podpisze.
- Dobrze. Edward pójdziesz po Marco, Rosę i Marie?
- Jasne tato.- Powiedział Edward i pobiegł korytarzem w sobie znanym kierunku. Szybko załatwiliśmy formalności i wróciliśmy całą piątką do domu. Dwa tygodnie minęły nam jak dwa dni.
- Jak tam dzieciaki?- Zapytała któregoś dnia Ginie.
- Świetnie.-Stwierdziłem.
- Przyszłabyś na kolację? Rose i Marie nie mogą się ciebie doczekać. Bardzo Cię lubią.- Powiedziałem.
- Jasne że przyjdę.- Odparła i poszła w swoją stronę. Wieczorem była kilka godzin przed czasem.
- Postanowiłam przyjść wcześniej i pomóc.- Wytłumaczyła i uśmiechnęła się.
- Jasne.- Odparłem a nagle zza moich pleców wystrzeliły dziewczynki wciągając Ginie do domu. W czaskie kiedy ona zajmowała się dzieciakami ja zabrałem się za przygotowanie kolacji. Włączyłem telewizor i odszukałem program informacyjny. Z początku nie było nic ciekawego bo mówili tylko jak to świetnie wszyscy sobie radzą na polu zawodowym, co swoją drogą dość często jest kłamstwem. Jednak oczywiście jak zawsze na końcu znalazły się plotki (niekiedy prawdziwe) którymi aktualnie żyło społeczeństwo.
- Musical Dracula I'amour plus fort que la mort bije rekordy popularności. Na najbliższy tydzień bilety zostały wysprzedane w ciągu kilku godzin. Jednak równym zainteresowaniem co sam musical cieszą się również informacje na temat życia prywatnego jego gwiazd. Najnowszą z nich jest wiadomość o rzekomym ślubie Gregory'ego Decka z dużo starszą kobietą. Teza ta została opublikowana po pojawieniu się aktora w jednej z Paryskich szkół. Jak zostaliśmy poinformowani przywiózł on piętnastolatka, który miał być rzekomo jego pasierbem. Jak się później okazało chłopak wcale nie był synem żony Deck'a lecz wychowankiem jednego z domów dziecka, którego mężczyzna adoptował jakiś czas temu. Jednak odtwórca roli Sorci'ego nie jest jedynym aktorem, o którym teraz się mówi. Podobnym zainteresowaniem co sprawa Gregory'ego Deck'a cieszy się nowy związek Ginie Line. Wybranek Satine nie jest jak na razie znany jednak pojawiły się pewne spekulacje. Jedna z teorii mówi o powrocie kobiety do byłego partnera. Jednak ostatnio wpłynęło do nas wiele informacji o coraz bliższych relacjach między Gregory'm oraz Ginie. W piątek wpłynęła do nas informacja o złym stanie emocjonalnym kobiety. Powodem tego stanu jest choroba matki. Z pomocą przyszedł jej właśnie kolega z pracy. Najpierw okazał się on pocieszycielem, który jak prawdziwy facet użyczył kobiecie swojego ramienia do wypłakania a później zabrał na kilka dni do swojego domu. Z tego co udało nam się ustalić Gregory zgłosił się również jako dawca krwi dla matki Ginie. Na podobny wyczyn odważył się również jego adopcyjny syn. Od tamtego czasu pod drzwiami Ginie co dzień zaobserwować można bukiet róż. Jest to sytuacja bardzo ciekawa. Jeszcze ciekawszą sprawą okazało się kolejne doniesienie o związku Gregory'ego Deck'a. Przesłanką co do takich spekulacji był widok trójki dzieci w wieku od 7 do 10 lat na terenie posiadłości mężczyzny. Również ta teoria została obalona, tym razem przez dyrektorkę domu dziecka, w którym jeszcze do niedawna mieszkał pierwszy adopcyjny syn Deck'a. Jak się okazało dziesięcioletni Marco oraz siedmioletnie, bliźniacze siostry Rosa i Marie również jeszcze do poniedziałku byli jego podopiecznymi. Jak się okazało Gregory adoptował całą trójkę za radą Edwarda mimo że decyzja o kolejnej adopcji zapadła jeszcze zanim dokonano pierwszej.- Głos w telewizorze umilkł a ja uśmiechnąłem się.
- Zabawne.- Stwierdził Edward, który właśnie wszedł do pokoju. Kiwnąłem głową potwierdzając jego słowa.
- Masz trzy listy tato.- Powiedział po chwili podając mi koperty. Zdziwiłem się bo oprócz rachunków i czasem jakichś listów od fanek musicalu nie dostaje. Wziąłem pierwszą kopertę i otworzyłem ją. Tekst zapisany w liście był jak uderzenie obuchem w twarz.
Drogi Gregory!
Pewnie nie pamiętasz albo nie chcesz pamiętać tego co zaszło 15 lat temu między nami. Ja jednak pamiętam to doskonale. Piętnaście lat temu poznaliśmy się przed budynkiem akademickim. Wytłumaczyłeś mi wtedy przebieg chrystianizacji Polski. Pamiętasz jak pomyliłam Cię z studentem? Pomyliłam dwunastolatka z kimś kto ma dwadzieścia lat. Później wyjechałeś a ja zaszłam z tobą w ciążę. Wyobrażasz to sobie? Pewnie nie masz pojęcia jak to możliwe ale tak było. Z początku chciałam usunąć dziecko ale nie byłam w stanie. Zbyt bardzo Cię pokochałam. Urodziłam syna. Naszego syna. Edward, którego adoptowałeś to twój syn. Jeśli mi nie wierzysz to zrób test na ojcostwo. Pewnie teraz zastanawiasz się jak to możliwe że żyję skoro w kartotece naszego syna jest informacja o mojej śmierci. Uratowali mnie w szpitalu ale teraz nie mogę mieć dzieci. Edward jest jedyny. Teraz umieram na raka i chciałabym ostatni raz zobaczyć syna i jego ojca. Na dole będzie numer telefonu i adres szpitala. Mam nadzieje że spełnisz moją prośbę.
Zawsze twoja Diana Moire
Zakrztusiłem się powietrzem. Diana nigdy się do mnie nie odzywała od naszego spotkania. Nigdy jednak też nie kłamała.- Tato co jest?- Zapytał Edward, który nagle pojawił się za moimi plecami. Podałem mu list. Chłopak usiadł na fotelu a chwilę potem zapadła cisza.
- Wezmę drugi.- Stwierdziłem. Jednak treść drugiego listu okazała się bardzo podobna do pierwszego. Edward zabrał mi go z rąk.
- Ja otworzę trzeci.- Stwierdził Edward najwyraźniej domyślając się treści kolejnego listu.
- Jedziemy jutro zrobić testy?- Zapytał Edward.
- Tak ale chyba już znamy wyniki.
- Ja, Marco i dziewczynki jesteśmy twoimi biologicznymi dziećmi.- Stwierdził Edward. Nie wiedziałem co mam na to odpowiedzieć. Przez te wszystkie lata nie miałem o nich pojęcia.
- Nie wiedziałem... Żadna mi nie powiedziała.- Próbowałem się wytłumaczyć.
- Spokojnie... Rozumiem.- Stwierdził Edward klepiąc mnie po ramieniu. Chwilę potem do pokoju weszła Ginie.
- Czemu jesteście tacy przybici?- Zapytała a ja kiwnąłem na Edwarda żeby podał jej listy. Przeczytała je i usiadła obok.
- Każdy z nas popełnia błędy. Ważne żebyśmy umieli je dostrzec i zaakceptować.-Stwierdziła i objęła mnie ramieniem.
- No to bierzemy się za kolacje.- Stwierdził Edward i pognał do kuchni.
- Los lubi drwić z ludzi.- Stwierdziłem i poszedłem za nim. Ginie stała chwilę w pokoju ale również przyszła.
- Masz teraz rodzinę o jakiej zawsze marzyłeś.- Stwierdziła.
- Prawie.- Odparłem a kiedy zauważyłem że Edward nie patrzy cmoknąłem ją w policzek.
- Brakuje w niej jeszcze jednej bardzo ważnej osoby.- Powiedziałem. Zabraliśmy się za kolacje. Jakiś czas potem wszyscy siedzieliśmy przy stole.
- Ciociu zostaniesz dzisiaj na noc?- Zapytała Marie robiąc maślane oczka.
<Ginie?>
poniedziałek, 28 listopada 2016
Od Ginie Cd Gregory
- Teraz już tak.- Stwierdziłam i uśmiechnęłam się.
- Jesteś pewna?- Zapytał Gregory obejmując mnie.
- Tak jestem pewna. Tak samo jak tego że się w tobie zakochałam.- Stwierdziłam. Gregory uśmiechnął się po raz kolejny.
- Ja w tobie też.- Powiedział z uśmiechem. Kilka minut potem zasnęliśmy.
<Gregory?>
- Jesteś pewna?- Zapytał Gregory obejmując mnie.
- Tak jestem pewna. Tak samo jak tego że się w tobie zakochałam.- Stwierdziłam. Gregory uśmiechnął się po raz kolejny.
- Ja w tobie też.- Powiedział z uśmiechem. Kilka minut potem zasnęliśmy.
<Gregory?>
Od Gregory'ego Cd Ginie
- Nie wiem... W Anais?- Zażartowała. Uśmiechnąłem się.
- Nie. Zgaduj dalej...- Mruknąłem jej czule do ucha.
- Lola? Wiem może Nathalie?- Zaśmiała się i cmoknęła mnie w policzek.
- Ani jedno nie trafiłaś.- Stwierdziłem udając powagę.
- Mogę liczyć na podpowiedź?- Zapytała. Uśmiechnąłem się i pocałowałem ją. Ginie uśmiechnęła się i spojrzała mi w oczy.
- Domyślasz się?
<Ginie?>
- Nie. Zgaduj dalej...- Mruknąłem jej czule do ucha.
- Lola? Wiem może Nathalie?- Zaśmiała się i cmoknęła mnie w policzek.
- Ani jedno nie trafiłaś.- Stwierdziłem udając powagę.
- Mogę liczyć na podpowiedź?- Zapytała. Uśmiechnąłem się i pocałowałem ją. Ginie uśmiechnęła się i spojrzała mi w oczy.
- Domyślasz się?
<Ginie?>
niedziela, 27 listopada 2016
Od Ginie Cd Gregory
Uśmiechnęłam się do niego i odwzajemniłam pocałunek. Z każdą chwilą spędzoną w jego towarzystwie czułam że moje serce bije coraz mocniej w jego kierunku. Od dwóch lat, od czasu kiedy się poznaliśmy biło ono w dwóch kierunkach: dla Gregory'ego i Golana. Teraz jednak zaczęłam dostrzegać że u Golana nikt poza Nathalie nie ma szans tymczasem Gregory zdaje się że czuje tak samo jak ja.
- Chyba się zakochałem.- Stwierdził mrucząc mi do ucha.
- W kim?- Zapytałam opierając się o jego pierś.
- Zgadnij.- Powiedział i obdarzył mnie namiętnym pocałunkiem.
<Gregory?>
- Chyba się zakochałem.- Stwierdził mrucząc mi do ucha.
- W kim?- Zapytałam opierając się o jego pierś.
- Zgadnij.- Powiedział i obdarzył mnie namiętnym pocałunkiem.
<Gregory?>
Od Gregory'ego Cd Ginie
Uśmiechnąłem się do niej. Chwilę potem przyszedł Edward.
- Edward słuchaj chcę adoptować jakieś młodsze rodzeństwo dla Ciebie. Mógłbyś coś doradzić?
- Jasne. Przyjaźniłem się z pewnym 10 letnim chłopcem. Miał na imię Marco. Były też siedmioletnie bliźniaczki Rosa i Marie. Zawsze trzymaliśmy się razem i byli dla mnie jak młodsze rodzeństwo.- Stwierdził uśmiechając się chłopak.
- Idę zadzwonić do dyrektorki. W poniedziałek jedziemy po Marco, Rose i Marie.- Stwierdziłem i wyciągnąłem telefon. Po kilku minutach rozmowy wszystko było załatwione.
- Słuchajcie muszę przygotować im pokoje. Edward będziesz informować co oni lubią.
- Jasne tato. Na pewno w pokoju Rose i Marie muszą być róże. Dziewczynki je uwielbiają. Będą zakochane w ogrodzie.- Stwierdził Edward. W jednej chwili wszyscy zapomnieliśmy o zmęczeniu i zabraliśmy się do dzieła. Ginie znalazła klucze do dwóch pokoi obok pokoju Edwarda. Ja pobiegłem do magazynu po farbę i pędzle. Zawsze miałem jakiś zapas tak na wszelki wypadek co zazwyczaj było dobrym pomysłem. Wróciłem do domu z drabiną, pędzlami i naręczem farb. Szybko rozpoczęliśmy pracę. Na początku zajęliśmy się pokojem dziewczynek. Prace skończyliśmy około północy.
- Jutro pojedziemy kupić meble do mojego znajomego ale teraz idziemy spać.- Zakomenderowałem. Edward poszedł do siebie a ja wziąłem Ginie na ręce i wniosłem do swojego pokoju. Po chwili pocałowaliśmy się.
<Ginie?>
- Edward słuchaj chcę adoptować jakieś młodsze rodzeństwo dla Ciebie. Mógłbyś coś doradzić?
- Jasne. Przyjaźniłem się z pewnym 10 letnim chłopcem. Miał na imię Marco. Były też siedmioletnie bliźniaczki Rosa i Marie. Zawsze trzymaliśmy się razem i byli dla mnie jak młodsze rodzeństwo.- Stwierdził uśmiechając się chłopak.
- Idę zadzwonić do dyrektorki. W poniedziałek jedziemy po Marco, Rose i Marie.- Stwierdziłem i wyciągnąłem telefon. Po kilku minutach rozmowy wszystko było załatwione.
- Słuchajcie muszę przygotować im pokoje. Edward będziesz informować co oni lubią.
- Jasne tato. Na pewno w pokoju Rose i Marie muszą być róże. Dziewczynki je uwielbiają. Będą zakochane w ogrodzie.- Stwierdził Edward. W jednej chwili wszyscy zapomnieliśmy o zmęczeniu i zabraliśmy się do dzieła. Ginie znalazła klucze do dwóch pokoi obok pokoju Edwarda. Ja pobiegłem do magazynu po farbę i pędzle. Zawsze miałem jakiś zapas tak na wszelki wypadek co zazwyczaj było dobrym pomysłem. Wróciłem do domu z drabiną, pędzlami i naręczem farb. Szybko rozpoczęliśmy pracę. Na początku zajęliśmy się pokojem dziewczynek. Prace skończyliśmy około północy.
- Jutro pojedziemy kupić meble do mojego znajomego ale teraz idziemy spać.- Zakomenderowałem. Edward poszedł do siebie a ja wziąłem Ginie na ręce i wniosłem do swojego pokoju. Po chwili pocałowaliśmy się.
<Ginie?>
Od Ginie Cd Gregory
- Nie dziwię się.- Stwierdziłam siadając obok Gregory'ego.
- I mówisz że ty wychowywałeś swoje rodzeństwo?- Zapytałam uśmiechając się.
- Tak chociaż po Belli tego nie widać. Zawsze to Anne-Marie była spokojniejsza. Bell zbyt bardzo przypomina mnie. Pomyśl sobie jak zareagowałem kiedy przyszła do mnie i powiedziała, że spotyka się z Enriko.- Powiedział i zaśmiał się. Wyobraziłam sobie tą sytuację i również roześmiałam się.
- Gdybyś miał córkę jej chłopak miał by przechlapane.- Stwierdziłam.
- Masz racje.- Stwierdził i po chwili umilkł.
- Myślisz że dla młodszych dzieci byłbym dobrym ojcem?- Zapytał. Zdziwiło mnie to pytanie ale postanowiłam odpowiedzieć.
- Jasne że tak. Dlaczego pytasz?
- Tak jakoś. Edward zaraz mi wyfrunie z gniazda i zostanę sam. Jak tak dalej pójdzie to zostanę starym kawalerem. Myślę o kolejnej adopcji.- Stwierdził poprawiając się na kanapie.
- To dobry pomysł. Możesz zapytać Edwarda o radę w tej sprawie.- Powiedziałam.
<Gregory?>
- I mówisz że ty wychowywałeś swoje rodzeństwo?- Zapytałam uśmiechając się.
- Tak chociaż po Belli tego nie widać. Zawsze to Anne-Marie była spokojniejsza. Bell zbyt bardzo przypomina mnie. Pomyśl sobie jak zareagowałem kiedy przyszła do mnie i powiedziała, że spotyka się z Enriko.- Powiedział i zaśmiał się. Wyobraziłam sobie tą sytuację i również roześmiałam się.
- Gdybyś miał córkę jej chłopak miał by przechlapane.- Stwierdziłam.
- Masz racje.- Stwierdził i po chwili umilkł.
- Myślisz że dla młodszych dzieci byłbym dobrym ojcem?- Zapytał. Zdziwiło mnie to pytanie ale postanowiłam odpowiedzieć.
- Jasne że tak. Dlaczego pytasz?
- Tak jakoś. Edward zaraz mi wyfrunie z gniazda i zostanę sam. Jak tak dalej pójdzie to zostanę starym kawalerem. Myślę o kolejnej adopcji.- Stwierdził poprawiając się na kanapie.
- To dobry pomysł. Możesz zapytać Edwarda o radę w tej sprawie.- Powiedziałam.
<Gregory?>
Od Gregory'ego Cd Ginie
Uśmiechnąłem się do niej.
- Zazwyczaj to moja kwestia.- Zaśmiałem się.
- Czemu nic nie powiedziałeś?- Zapytała po chwili ciszy Ginie. Dobrze wiedziałem o co jej chodzi ale nie chciałem jej nic mówić. Po co ją martwić?
- O czym?
- O twojej bezsenności.- Stwierdziła stanowczo.
- Po co miałem was martwić?- Zapytałem wzruszając ramionami. Chwilę potem przyszedł lekarz i wreszcie cała aparatura została odłączona. Posiedzieliśmy jeszcze godzinę w szpitalu a później wróciliśmy do domu. Tam czekała już na mnie moja siostra - Bella.
- Bell co ty tu robisz?-Zapytałem zdziwiony.
- Prezent Ci przywiozłam.- Powiedziała dziewczyna otwierając drzwi samochodu. Przez kilka chwil nic się nie stało ale po kolejnej minucie z samochodu wyskoczyły dwa dobermany.
- No więc oto mój prezent. To Brutus i jego siostra Diva. Enriko kupił je cztery lata temu specjalnie dla Ciebie.- Powiedziała z uśmiechem. Jej chłopak był i dalej jest moim dobrym znajomym więc kiedy zaczął się spotykać z moją siostrą nie byłem zachwycony. Główną tego przyczyną było imprezowe życie Enriko. Jednak jak widać cuda się zdarzają bo facet dla Bell zrezygnował z imprez i teraz jest najnormalniej w świecie pracującym mężczyzną.
- To co u was?- Zapytałem kiedy nagle z samochodu wyszedł lub mówiąc bardziej poprawnie został wyciągnięty przez psy Enriko.
- Świetnie ale może weźmiesz ode mnie te psy bo cztery lata je dla Ciebie wychowywałem ale chyba z marnym skutkiem.- Powiedział. Nie miałem pojęcia czy to dobry pomysł. Psy są bardzo silne a po oddaniu krwi mogę nie być w stanie ich utrzymać.
- Może wejdziecie? Widziałam że Gregory ma za domem klatki dla psów. Enriko wprowadzisz tam Brutusa i Divę. Wybacz że Gregory Ci nie pomoże ale wolałabym oszczędzić nam wszystkim nerwów związanych z jego ewentualnym zasłabnięciem.- Powiedziała Ginie ratując mnie z opresji.
- Enriko zaprowadź psy do klatek.- Powiedziała Bell głosem nieznoszącym sprzeciwu.
- A właśnie Bell. To jest Edward. Niedawno go adoptowałem. Edwardzie to moja siostra Bella-Rose.- Przedstawiłem ich sobie. Bell od razu polubiła mojego syna i zapewne kiedy następnym razem spotkam się z rodziną wszyscy będą już o nim wiedzieć.
- A tak w ogóle to czemu miałbyś nam tutaj zasłabnąć?
- Oddawałem krew.- Powiedziałem i ruszyłem w kierunku domu.
- Pójdę zrobić kawę.- Powiedziałem oglądając się za siebie.
- O nie. Ja idę zrobić kawę a tobie i Edwardowi przynieść wodę.- Powiedziała Bella i wyprzedziła mnie. Przystanąłem zdziwiony. Po chwili koło mnie stanęła Ginie.
- Zawsze tak z nią masz?- Zapytała a ja pokiwałem głową. Bell i Enriko siedzieli u mnie dość długo ale kiedy wreszcie pojechali odetchnąłem z ulgą.
- Jeszcze nigdy nie byłem tak zmęczony.
<Ginie?>
- Zazwyczaj to moja kwestia.- Zaśmiałem się.
- Czemu nic nie powiedziałeś?- Zapytała po chwili ciszy Ginie. Dobrze wiedziałem o co jej chodzi ale nie chciałem jej nic mówić. Po co ją martwić?
- O czym?
- O twojej bezsenności.- Stwierdziła stanowczo.
- Po co miałem was martwić?- Zapytałem wzruszając ramionami. Chwilę potem przyszedł lekarz i wreszcie cała aparatura została odłączona. Posiedzieliśmy jeszcze godzinę w szpitalu a później wróciliśmy do domu. Tam czekała już na mnie moja siostra - Bella.
- Bell co ty tu robisz?-Zapytałem zdziwiony.
- Prezent Ci przywiozłam.- Powiedziała dziewczyna otwierając drzwi samochodu. Przez kilka chwil nic się nie stało ale po kolejnej minucie z samochodu wyskoczyły dwa dobermany.
- No więc oto mój prezent. To Brutus i jego siostra Diva. Enriko kupił je cztery lata temu specjalnie dla Ciebie.- Powiedziała z uśmiechem. Jej chłopak był i dalej jest moim dobrym znajomym więc kiedy zaczął się spotykać z moją siostrą nie byłem zachwycony. Główną tego przyczyną było imprezowe życie Enriko. Jednak jak widać cuda się zdarzają bo facet dla Bell zrezygnował z imprez i teraz jest najnormalniej w świecie pracującym mężczyzną.
- To co u was?- Zapytałem kiedy nagle z samochodu wyszedł lub mówiąc bardziej poprawnie został wyciągnięty przez psy Enriko.
- Świetnie ale może weźmiesz ode mnie te psy bo cztery lata je dla Ciebie wychowywałem ale chyba z marnym skutkiem.- Powiedział. Nie miałem pojęcia czy to dobry pomysł. Psy są bardzo silne a po oddaniu krwi mogę nie być w stanie ich utrzymać.
- Może wejdziecie? Widziałam że Gregory ma za domem klatki dla psów. Enriko wprowadzisz tam Brutusa i Divę. Wybacz że Gregory Ci nie pomoże ale wolałabym oszczędzić nam wszystkim nerwów związanych z jego ewentualnym zasłabnięciem.- Powiedziała Ginie ratując mnie z opresji.
- Enriko zaprowadź psy do klatek.- Powiedziała Bell głosem nieznoszącym sprzeciwu.
- A właśnie Bell. To jest Edward. Niedawno go adoptowałem. Edwardzie to moja siostra Bella-Rose.- Przedstawiłem ich sobie. Bell od razu polubiła mojego syna i zapewne kiedy następnym razem spotkam się z rodziną wszyscy będą już o nim wiedzieć.
- A tak w ogóle to czemu miałbyś nam tutaj zasłabnąć?
- Oddawałem krew.- Powiedziałem i ruszyłem w kierunku domu.
- Pójdę zrobić kawę.- Powiedziałem oglądając się za siebie.
- O nie. Ja idę zrobić kawę a tobie i Edwardowi przynieść wodę.- Powiedziała Bella i wyprzedziła mnie. Przystanąłem zdziwiony. Po chwili koło mnie stanęła Ginie.
- Zawsze tak z nią masz?- Zapytała a ja pokiwałem głową. Bell i Enriko siedzieli u mnie dość długo ale kiedy wreszcie pojechali odetchnąłem z ulgą.
- Jeszcze nigdy nie byłem tak zmęczony.
<Ginie?>
Od Gregory'ego CD Costin
- Gdybyś jednak zmienił zdanie.- Stwierdziłem i wcisnąłem mu w rękę kolejny papierek. Odszedłem kawałek i obejrzałem się. Schował go do kieszeni. Uśmiechnąłem się pod nosem. Zawsze tak było. Już kilka razy próbowałem przeciągnąć dealer'a na moją stronę i jak na razie wszyscy woleli przyjść do mnie niż łazić i wpychać komuś te świństwo. Wróciłem do domu próbując nie myśleć o tym co robię. Miałem ochotę zostawić to już ale obiecałem Nick'owi że nie pozwolę żeby ktokolwiek, kogo będę mógł uratować, podzielił jego los. Niestety za nieprzemyślane obietnice się płaci. Po drodze do domu wszedłem na cmentarz. Chodziłem wśród grobów chwilę aż znalazłem się koło grobu Nicolasa Mayer'a. Nick był anglikiem, który przyjechał do Francji z matką. Byliśmy świetnymi przyjaciółmi ale któregoś dnia uzależnił się od heroiny. Później do obiegu trafiła czysta postać tego narkotyku i przedawkował. Co dziwne kilka dni przed śmiercią był na tyle przytomny że wymógł na mnie tą obietnicę. Usiadłem na ławce obok grobu.
- Widzisz Nicki? Widzisz co ja dla Ciebie robię?- Zapytałem w pustkę. Oczywiście nikt nie odpowiedział.
- Gregory?- Usłyszałem za sobą głos.
- Pani Mayer? Co pani tutaj robi? Myślałem że wróciła pani do Londynu.- Powiedziałem odwracając się raptownie.
- Tak było ale nie mogłam go zostawić tu samego... O czym z nim rozmawiałeś?- Powiedziała po czym usiadła na ławce.
- O niczym ważnym.- Stwierdziłem i pożegnałem kobietę. Wróciłem do domu gdzie przed bramą czekał na mnie już znajomy dealer.
- Będę musiał zacząć brać większe porcje.- Stwierdził ze smutkiem. Nie miałem pojęcia co się stało ale byłem pewien, że nie ma wyjścia. Ten chłopak wcale nie chciał być dealer'em ale sytuacja go do tego zmuszała. Nigdzie nie mógł znaleźć pracy z odpowiednio wysokim wynagrodzeniem a miał w domu chorą matkę.
- Mamie się pogorszyło. Potrzeba więcej pieniędzy na leki.
- Nie mogę żądać żebyś tego nie robił. Jednak moja propozycja odnośnie pracy dla Ciebie jest wciąż aktualna. Jesteś zdolnym chłopakiem i na pewno byś sobie poradził.- Stwierdziłem przypominając sobie propozycję sprzed kilku miesięcy. Dalej był nam potrzebny zdolny mechanik i ktoś, kto zadbałby o scenę. Na razie wynajmowaliśmy na to firmę ale obchodziła ich tylko kasa. Zero zainteresowania i w końcu wychodziło na to że niektóre prace wykonywaliśmy sami.
- Ile potrzebujesz na leczenie matki?
- Teraz będzie jakieś pięć, sześć tysięcy miesięcznie.- Stwierdził chłopak po chwili namysłu.
- Kamel chce dać komuś, kto dobrze zadba o rekwizyty ponad dziesięć. Kiedy powiedziałem mu o tobie stwierdził że chętnie by z tobą pogadał.- Powiedziałem. Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Jesteś pewien? Mniej dostaję teraz a ponoć zarabiam dużo...
- Przyjdź jutro. Pogadasz z Kamelem i zobaczysz co i jak. Jeśli będzie Ci się podobać to zobaczymy co dalej.- Powiedziałem. Chłopak kiwnął głową i odszedł. Następnego dnia pojawił się na próbie i stał się członkiem ekipy. Rzucił starą robotę. Kilka dni potem poszedł na policję zgłosić dostawców, jeszcze tego samego dnia dostawcy zostali zatrzymani i osadzeni. Kilka dni później przed bramą mojego domu pojawił się chłopak, którego widziałem około półtora tygodnia temu.
- Zmieniłeś zdanie?- Bardziej stwierdziłem niż zapytałem.
<Costin?>
- Widzisz Nicki? Widzisz co ja dla Ciebie robię?- Zapytałem w pustkę. Oczywiście nikt nie odpowiedział.
- Gregory?- Usłyszałem za sobą głos.
- Pani Mayer? Co pani tutaj robi? Myślałem że wróciła pani do Londynu.- Powiedziałem odwracając się raptownie.
- Tak było ale nie mogłam go zostawić tu samego... O czym z nim rozmawiałeś?- Powiedziała po czym usiadła na ławce.
- O niczym ważnym.- Stwierdziłem i pożegnałem kobietę. Wróciłem do domu gdzie przed bramą czekał na mnie już znajomy dealer.
- Będę musiał zacząć brać większe porcje.- Stwierdził ze smutkiem. Nie miałem pojęcia co się stało ale byłem pewien, że nie ma wyjścia. Ten chłopak wcale nie chciał być dealer'em ale sytuacja go do tego zmuszała. Nigdzie nie mógł znaleźć pracy z odpowiednio wysokim wynagrodzeniem a miał w domu chorą matkę.
- Mamie się pogorszyło. Potrzeba więcej pieniędzy na leki.
- Nie mogę żądać żebyś tego nie robił. Jednak moja propozycja odnośnie pracy dla Ciebie jest wciąż aktualna. Jesteś zdolnym chłopakiem i na pewno byś sobie poradził.- Stwierdziłem przypominając sobie propozycję sprzed kilku miesięcy. Dalej był nam potrzebny zdolny mechanik i ktoś, kto zadbałby o scenę. Na razie wynajmowaliśmy na to firmę ale obchodziła ich tylko kasa. Zero zainteresowania i w końcu wychodziło na to że niektóre prace wykonywaliśmy sami.
- Ile potrzebujesz na leczenie matki?
- Teraz będzie jakieś pięć, sześć tysięcy miesięcznie.- Stwierdził chłopak po chwili namysłu.
- Kamel chce dać komuś, kto dobrze zadba o rekwizyty ponad dziesięć. Kiedy powiedziałem mu o tobie stwierdził że chętnie by z tobą pogadał.- Powiedziałem. Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Jesteś pewien? Mniej dostaję teraz a ponoć zarabiam dużo...
- Przyjdź jutro. Pogadasz z Kamelem i zobaczysz co i jak. Jeśli będzie Ci się podobać to zobaczymy co dalej.- Powiedziałem. Chłopak kiwnął głową i odszedł. Następnego dnia pojawił się na próbie i stał się członkiem ekipy. Rzucił starą robotę. Kilka dni potem poszedł na policję zgłosić dostawców, jeszcze tego samego dnia dostawcy zostali zatrzymani i osadzeni. Kilka dni później przed bramą mojego domu pojawił się chłopak, którego widziałem około półtora tygodnia temu.
- Zmieniłeś zdanie?- Bardziej stwierdziłem niż zapytałem.
<Costin?>
sobota, 26 listopada 2016
Od Costina cd Gregory'ego
Prychnąłem cicho i z politowaniem spojrzałem na mężczyznę.
- Dzięki za fatygę, ale wolę wykonywać swoją pracę poprawnie - warknąłem i podarłem małą wizytówkę na kawałki. Odwróciłem się spokojnie i jak gdyby nigdy nic odszedłem w swoją stronę. Skoro i tak nic innego mi nie zostało, to dlaczego mam się nawracać przy pomocy jakiegoś kolesia, który pokaże swoją dobroduszność i będzie tracił kasę na to, by wywalić biały proszek do śmieci. Znudzony przewróciłem oczami i stanąłem na uboczu by zapalić papierosa. Jakie więc było moje zdziwienie kiedy towarzysz stanął obok mnie.
- Przemyśl to jeszcze -powiedział.
- Nie dzięki.
<Gregory?>
- Dzięki za fatygę, ale wolę wykonywać swoją pracę poprawnie - warknąłem i podarłem małą wizytówkę na kawałki. Odwróciłem się spokojnie i jak gdyby nigdy nic odszedłem w swoją stronę. Skoro i tak nic innego mi nie zostało, to dlaczego mam się nawracać przy pomocy jakiegoś kolesia, który pokaże swoją dobroduszność i będzie tracił kasę na to, by wywalić biały proszek do śmieci. Znudzony przewróciłem oczami i stanąłem na uboczu by zapalić papierosa. Jakie więc było moje zdziwienie kiedy towarzysz stanął obok mnie.
- Przemyśl to jeszcze -powiedział.
- Nie dzięki.
<Gregory?>
wtorek, 22 listopada 2016
Od Ginie Cd Gregory
-Idziemy ale najpierw proszę kluczyki.- Powiedziałam wyciągając dłoń w stronę Gregory'ego.
- Po co?- Zapytał zdziwiony mężczyzna. Uśmiechnęłam się i pokręciłam z niedowierzaniem głową.
- Nie możesz prowadzić.- Powiedziałam. Gregory pokręcił zrezygnowany głową ale podał mi kluczyki. Poszliśmy odwiedzić moją matkę a później poszliśmy do sali gdzie zlokalizowana była stacja krwiodawstwa. Gregory i Edward zabrali się za wypełnienie ankiety a ja poszłam znaleźć lekarza matki. Szybko mi się to udało i wraz z doktorem Edmundem wróciłam do stacji krwiodawstwa. Lekarz wziął ankietę Gregory'ego do ręki i zaczął czytać.
- Czyli oprócz bezsenności na nic pan nie choruje?
- Bezsenność nie jest spowodowana przez żadne czynniki zdrowotne. A w każdym razie lekarz u którego się badałem nic takiego nie stwierdził.
- Oczywiście. To pewnie tylko stres.- Stwierdził lekarz. Zdziwiłam się że Gregory ma problemy ze snem bo na nic się nigdy nie skarżył. Owszem czasem zasypiał na próbach ale wszyscy myśleli że jest po prostu zmęczony. Lekarz mówił coś jeszcze chwilę ale nie słuchałam go zbyt uważnie. Chwilę potem przyszła pielęgniarka i się zaczęło. Wyszłam na chwilę żeby dowiedzieć się czegoś o tym czego Gregory i Edward powinni przez pewien czas unikać. Do sali wróciłam kilkanaście minut później. Usiadłam obok Gregory'ego i uśmiechnęłam się.
- Jak się czujesz?- Zapytałam.
<Gregory?>
- Po co?- Zapytał zdziwiony mężczyzna. Uśmiechnęłam się i pokręciłam z niedowierzaniem głową.
- Nie możesz prowadzić.- Powiedziałam. Gregory pokręcił zrezygnowany głową ale podał mi kluczyki. Poszliśmy odwiedzić moją matkę a później poszliśmy do sali gdzie zlokalizowana była stacja krwiodawstwa. Gregory i Edward zabrali się za wypełnienie ankiety a ja poszłam znaleźć lekarza matki. Szybko mi się to udało i wraz z doktorem Edmundem wróciłam do stacji krwiodawstwa. Lekarz wziął ankietę Gregory'ego do ręki i zaczął czytać.
- Czyli oprócz bezsenności na nic pan nie choruje?
- Bezsenność nie jest spowodowana przez żadne czynniki zdrowotne. A w każdym razie lekarz u którego się badałem nic takiego nie stwierdził.
- Oczywiście. To pewnie tylko stres.- Stwierdził lekarz. Zdziwiłam się że Gregory ma problemy ze snem bo na nic się nigdy nie skarżył. Owszem czasem zasypiał na próbach ale wszyscy myśleli że jest po prostu zmęczony. Lekarz mówił coś jeszcze chwilę ale nie słuchałam go zbyt uważnie. Chwilę potem przyszła pielęgniarka i się zaczęło. Wyszłam na chwilę żeby dowiedzieć się czegoś o tym czego Gregory i Edward powinni przez pewien czas unikać. Do sali wróciłam kilkanaście minut później. Usiadłam obok Gregory'ego i uśmiechnęłam się.
- Jak się czujesz?- Zapytałam.
<Gregory?>
Od Gregory'ego Cd Ginie
- Całe szczęście nie.- Stwierdziłem. Spojrzałem na zegarek. Była dziewiąta! Nie pamiętałem kiedy ostatnio spałem do dziewiątej.
- O której jest to krwiodawstwo?- Zapytałem.
- Jak się nie mylę o dwunastej.- Stwierdziła Ginie.
- O nie...- Jęknąłem i wyskoczyłem z łóżka jak oparzony. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Podszedłem do nich i otworzyłem je.
- Robię śniadanie. Ty i Ginie też zjecie? Miałem przyjść wcześniej ale nie chciałem budzić.- Powiedział Edward śmiejąc się. Miałem wrażenie że wiem o co mu chodzi.
- Jasne. Tylko się przebierzemy.- Stwierdziłem. Zastanawiałem się jakim cudem udało mi się przespać coś koło dziesięciu godzin bez budzenia się co ileś tam minut. Było to zjawisko niebywałe.
- Zwykle to kobiety wyskakują pierwsze z łóżka.- Zaśmiała się Ginie.
- Chyba jestem jednym z wyjątków.- Stwierdziłem i zacząłem przeszukiwać szafę. Chwilę potem udało mi się znaleźć odpowiedni strój. Chwilę potem Ginie wyszła do siebie obdarzając mnie wcześniej czułym pocałunkiem.
- Do zobaczenia na śniadaniu.- Mruknąłem. Jakiś czas potem wszyscy siedzieliśmy na śniadaniu.
- Tato?
- Hmm?- Mruknąłem podnosząc do ust kubek z kawą.
- Nie powinieneś pić kawy. Twoje ciśnienie i bez tego skacze.- Stwierdziła Ginie. Westchnąłem i odstawiłem kubek na rzecz wody.
- No mów Edward.- Powiedziałem spoglądając na chłopaka.
- Bo wiesz tato w domu dziecka miałem trójkę znajomych i nie wiem jak sobie radzą. Moglibyśmy ich odwiedzić?- Zapytał chłopak.
- Jasne.- Stwierdziłem uśmiechając się. Kilkanaście minut później byliśmy już w drodze do szpitala.
- Idziemy odwiedzić twoją matkę?-Zapytałem spoglądając na zegarek.
<Ginie?>
- O której jest to krwiodawstwo?- Zapytałem.
- Jak się nie mylę o dwunastej.- Stwierdziła Ginie.
- O nie...- Jęknąłem i wyskoczyłem z łóżka jak oparzony. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Podszedłem do nich i otworzyłem je.
- Robię śniadanie. Ty i Ginie też zjecie? Miałem przyjść wcześniej ale nie chciałem budzić.- Powiedział Edward śmiejąc się. Miałem wrażenie że wiem o co mu chodzi.
- Jasne. Tylko się przebierzemy.- Stwierdziłem. Zastanawiałem się jakim cudem udało mi się przespać coś koło dziesięciu godzin bez budzenia się co ileś tam minut. Było to zjawisko niebywałe.
- Zwykle to kobiety wyskakują pierwsze z łóżka.- Zaśmiała się Ginie.
- Chyba jestem jednym z wyjątków.- Stwierdziłem i zacząłem przeszukiwać szafę. Chwilę potem udało mi się znaleźć odpowiedni strój. Chwilę potem Ginie wyszła do siebie obdarzając mnie wcześniej czułym pocałunkiem.
- Do zobaczenia na śniadaniu.- Mruknąłem. Jakiś czas potem wszyscy siedzieliśmy na śniadaniu.
- Tato?
- Hmm?- Mruknąłem podnosząc do ust kubek z kawą.
- Nie powinieneś pić kawy. Twoje ciśnienie i bez tego skacze.- Stwierdziła Ginie. Westchnąłem i odstawiłem kubek na rzecz wody.
- No mów Edward.- Powiedziałem spoglądając na chłopaka.
- Bo wiesz tato w domu dziecka miałem trójkę znajomych i nie wiem jak sobie radzą. Moglibyśmy ich odwiedzić?- Zapytał chłopak.
- Jasne.- Stwierdziłem uśmiechając się. Kilkanaście minut później byliśmy już w drodze do szpitala.
- Idziemy odwiedzić twoją matkę?-Zapytałem spoglądając na zegarek.
<Ginie?>
poniedziałek, 21 listopada 2016
Od Ginie Cd Gregory
Gregory był świetnym towarzyszem do rozmowy.
- Chyba powinniśmy się kłaść bo będziesz jutro zmęczony.- Powiedziałam i pocałowałam go. Pierwszy raz no dobra drugi nie był to przypadkowy całus.
- Chyba masz rację.- Stwierdził. Leżeliśmy chwilę przytuleni do siebie.
- Gasimy światło.- Mruknął Gregory po czym w pokoju stało się zupełnie ciemno. Rano obudziłam się w objęciach mężczyzny.
- Czyli to nie był tylko piękny sen?- Zapytałam.
<Gregory?>
- Chyba powinniśmy się kłaść bo będziesz jutro zmęczony.- Powiedziałam i pocałowałam go. Pierwszy raz no dobra drugi nie był to przypadkowy całus.
- Chyba masz rację.- Stwierdził. Leżeliśmy chwilę przytuleni do siebie.
- Gasimy światło.- Mruknął Gregory po czym w pokoju stało się zupełnie ciemno. Rano obudziłam się w objęciach mężczyzny.
- Czyli to nie był tylko piękny sen?- Zapytałam.
<Gregory?>
Od Gregory'ego Cd Ginie
Nasze spojrzenia spotkały się a mnie przebiegł dreszcz. Dotknąłem delikatnie policzka Ginie.
- Jak się czujesz?- Zapytałem cicho.
- Świetnie.- Odparła po czym położyła swoją dłoń na mojej piersi. Bardzo dobrze czułem się w jej towarzystwie właściwie od zawsze. Co prawda na początku trochę się krępowaliśmy w sytuacjach sam na sam ale to było dwa lata temu. Chwilę potem Ginie położyła mi swoją głowę na piersi. Nasze usta zbliżyły się a po chwili złączyły się w pocałunku.
- Dziękuję Ci.- Szepnęła mi do ucha Ginie.
- Za co?
- Za wszystko. Za to że jesteś.- Powiedziała. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Poczekaj muszę odebrać.- Powiedziałem. Nie miałem ochoty odbierać ale mogło to być coś ważnego.
- Słucham.
- Gregory? Jak miło cię słyszeć.- W słuchawce usłyszałem głos znajomej, która aktualnie mieszka z mężem w Afryce. Od jakiegoś czasu jeżdżę do nich co roku. Główną przyczyną jest obecność lwa imieniem Leo. Historia z nim związana jest bardzo ciekawa bo w czasie kiedy Elza - matka Leo wydawała na świat swoje młode asystowałem przy porodzie. Również potem kiedy Leo nie chciał jeść byłem jedyną osobą, która była w stanie go do tego zmusić. Ot taka przyjacielska zażyłość.
- Gregory mamy problem z Leo.
- Jaki problem?
- Nie chce jeść. Kiedy wyjechałeś jadł mniej niż zazwyczaj a teraz w ogóle przestał. Nie wiemy co robić.- Powiedziała ze smutkiem. Leo był również jej ulubieńcem więc wszelkie pogorszenie w jego zdrowiu bardzo ją martwiło.
- Daj go do telefonu i naszykuj mu mięsa.- Powiedziałem. Chwilę potem usłyszałem w słuchawce pomruki.
- Leo słyszysz mnie? Masz natychmiast zacząć jeść to mięso bo jak nie to tam zaraz przyjadę i siłą będę Ci je wpychał.- Powiedziałem dość ostrym głosem. W telefonie lew mruczał chwilę a potem dało się słyszeć mlaskanie.
- Gregory jesteś wielki. Kiedy nas odwiedzisz?
- Planowałem za dwa tygodnie ale nie wiem jeszcze.- Stwierdziłem.
- To do zobaczenia.- Powiedziała i rozłączyła się.
- Leo?- Zdziwiła się Ginie.
- Zaprzyjaźniony lew.- Powiedziałem.
- Musisz mi go kiedyś przedstawić.- Stwierdziła i zaczęła się śmiać. Chwilę potem również i ja do niej dołączyłem.
<Ginie?>
- Jak się czujesz?- Zapytałem cicho.
- Świetnie.- Odparła po czym położyła swoją dłoń na mojej piersi. Bardzo dobrze czułem się w jej towarzystwie właściwie od zawsze. Co prawda na początku trochę się krępowaliśmy w sytuacjach sam na sam ale to było dwa lata temu. Chwilę potem Ginie położyła mi swoją głowę na piersi. Nasze usta zbliżyły się a po chwili złączyły się w pocałunku.
- Dziękuję Ci.- Szepnęła mi do ucha Ginie.
- Za co?
- Za wszystko. Za to że jesteś.- Powiedziała. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Poczekaj muszę odebrać.- Powiedziałem. Nie miałem ochoty odbierać ale mogło to być coś ważnego.
- Słucham.
- Gregory? Jak miło cię słyszeć.- W słuchawce usłyszałem głos znajomej, która aktualnie mieszka z mężem w Afryce. Od jakiegoś czasu jeżdżę do nich co roku. Główną przyczyną jest obecność lwa imieniem Leo. Historia z nim związana jest bardzo ciekawa bo w czasie kiedy Elza - matka Leo wydawała na świat swoje młode asystowałem przy porodzie. Również potem kiedy Leo nie chciał jeść byłem jedyną osobą, która była w stanie go do tego zmusić. Ot taka przyjacielska zażyłość.
- Gregory mamy problem z Leo.
- Jaki problem?
- Nie chce jeść. Kiedy wyjechałeś jadł mniej niż zazwyczaj a teraz w ogóle przestał. Nie wiemy co robić.- Powiedziała ze smutkiem. Leo był również jej ulubieńcem więc wszelkie pogorszenie w jego zdrowiu bardzo ją martwiło.
- Daj go do telefonu i naszykuj mu mięsa.- Powiedziałem. Chwilę potem usłyszałem w słuchawce pomruki.
- Leo słyszysz mnie? Masz natychmiast zacząć jeść to mięso bo jak nie to tam zaraz przyjadę i siłą będę Ci je wpychał.- Powiedziałem dość ostrym głosem. W telefonie lew mruczał chwilę a potem dało się słyszeć mlaskanie.
- Gregory jesteś wielki. Kiedy nas odwiedzisz?
- Planowałem za dwa tygodnie ale nie wiem jeszcze.- Stwierdziłem.
- To do zobaczenia.- Powiedziała i rozłączyła się.
- Leo?- Zdziwiła się Ginie.
- Zaprzyjaźniony lew.- Powiedziałem.
- Musisz mi go kiedyś przedstawić.- Stwierdziła i zaczęła się śmiać. Chwilę potem również i ja do niej dołączyłem.
<Ginie?>
Od Gregory'ego Cd Costin
Włóczyłem się po mieście udając, ze nie mam żadnego bliżej określonego celu. Zazwyczaj moja taktyka się sprawdzała i po kilku godzinach udawało mi się znaleźć jakiegoś dealer'a. Tym razem też tak było. Jednak nie udało mi się do niego podejść wystarczająco szybko. Przede mną było koło niego jakieś dziecko.
- Dlaczego tu siedzisz?- Zapytała najwyraźniej dziewczynka.
- Tak jakoś.- Mruknął chłopak. Nagle do dziewczynki podbiegła matka i bez słowa ją zabrała. Podszedłem do chłopaka.
- Masz towar?- Zapytałem możliwie jak najciszej. Ciężko było mi rozmawiać z takimi ludźmi. Kiedy miałem 16 lat jeden z moich najlepszych kumpli pożegnał się z życiem po kilku spotkaniach z dealer'em. Chłopak kiwnął głową i poszedł w ciemną uliczkę. Wyciągnął torbę z jakimś narkotykiem. Przeszedł mnie dreszcz. Nienawidzę tego robić. Wpakowałem mu w dłoń plik banknotów i zabrałem torebkę. Wyjąłem zza paska myśliwski nóż i rozciąłem torebkę. Cała jej zawartość wysypała się do śmietnika stojącego obok.
- Ej co ty robisz?- Zapytał dziwiąc się chłopak.
- Nie pozwalam truć się jakimś dzieciakom i ratuję twoją skórę.- Mruknąłem.
- Słuchaj młody. Mam dla Ciebie propozycje. Kiedy dostaniesz nową działkę przychodzisz do mnie. Ja Ci płacę i pozbywam się tego świństwa a ty nie robisz sobie kłopotów. Chyba że nie lubisz swojego szefa to zawsze możesz iść na policję.- Powiedziałem i podałem mu kartkę z adresem.
<Costin?>
- Dlaczego tu siedzisz?- Zapytała najwyraźniej dziewczynka.
- Tak jakoś.- Mruknął chłopak. Nagle do dziewczynki podbiegła matka i bez słowa ją zabrała. Podszedłem do chłopaka.
- Masz towar?- Zapytałem możliwie jak najciszej. Ciężko było mi rozmawiać z takimi ludźmi. Kiedy miałem 16 lat jeden z moich najlepszych kumpli pożegnał się z życiem po kilku spotkaniach z dealer'em. Chłopak kiwnął głową i poszedł w ciemną uliczkę. Wyciągnął torbę z jakimś narkotykiem. Przeszedł mnie dreszcz. Nienawidzę tego robić. Wpakowałem mu w dłoń plik banknotów i zabrałem torebkę. Wyjąłem zza paska myśliwski nóż i rozciąłem torebkę. Cała jej zawartość wysypała się do śmietnika stojącego obok.
- Ej co ty robisz?- Zapytał dziwiąc się chłopak.
- Nie pozwalam truć się jakimś dzieciakom i ratuję twoją skórę.- Mruknąłem.
- Słuchaj młody. Mam dla Ciebie propozycje. Kiedy dostaniesz nową działkę przychodzisz do mnie. Ja Ci płacę i pozbywam się tego świństwa a ty nie robisz sobie kłopotów. Chyba że nie lubisz swojego szefa to zawsze możesz iść na policję.- Powiedziałem i podałem mu kartkę z adresem.
<Costin?>
niedziela, 20 listopada 2016
Od Costina
Podziwianie spływających po oknie kropel... jedyne odprężające zajęcie, jakie mogę sobie zagwarantować. Fascynujący wyścig, w którym domyślasz się tylko, która kropla spłynie pierwsza. W głowie wyobrażasz sobie niestworzone sytuacje, podczas takiego wyścigu. Wydaje ci się, że słyszysz wiwaty kibiców i jęki protestu przeciwników. Westchnąłem w duchu i uniosłem ramiona z parapetu, teraz opierając się o niego tylko lekko zarośniętą brodą. Czas się ogolić Costin. Przywaliłem czołem w parapet z własnej woli i jęknąłem przeciągle.
- Wszystko z tobą dobrze kochanieńki? - usłyszałem głos jednej ze staruszek. Uniosłem się i sztucznie uśmiechnąłem.
- Oczywiście. Potrzebuje pani czegoś? - zapytałem, dziękując w duchu, że wybudziła mnie ze zgorzałego transu. Starsza kobieta gestem przywołała mnie do siebie, dlatego bez zbędnych protestów podszedłem i ukląkłem obok niej. - Tak? - kobieta przysunęła mnie bliżej siebie i nachyliła się nad moim uchem.
- Co cię trapi, moje dziecko? - zapytała, posyłając mi porozumiewawcze spojrzenie. Westchnąłem cicho i znowu uśmiechnąłem się sztucznie. - Nie udawaj mi tu szczęśliwego - warknęła i zaczęła targać mnie za policzek.
- Chodzi o to, że żałuję za wszystko, co zrobiłem w przeszłości. Każdy z was, a właściwie większość obywateli tego kraju znają moją historię. Jednak mi ufacie, za co jestem wam ogromnie wdzięczny - wymamrotałem pod nosem, mając nadzieję, że niedosłysząca kobieta mnie nie usłyszy. Nie miałem jednak szczęścia. - Chciałbym, żeby tu była i mnie wspierała. Trzynaście lat temu popełniłem ogromny błąd, za który teraz płacę. Myśli pani, że uda mi się żyć normalnie?
- Sztuką jest w siebie uwierzyć, od tego zależy całe nasze życie - powiedziała i wróciła do gry w szachy ze swoim mężem. Pokiwałem twierdząco głową, zapisując jej słowa w pamięci i wyszedłem z pokoju. W ułamku sekundy znalazłem się na korytarzu, a później w pokoju dla pracowników.
- Peggy, spadam na dzisiaj - powiedziałem, biorąc kurtkę z wieszaka i uśmiechnąłem się do młodej dziewczyny na pożegnanie.
- Pamiętaj że obiecałeś, mi wyjście na lunch! - usłyszałem jeszcze. Zaśmiałem się cicho. Ostatnim razem, kiedy zabrałem ją na lunch, kelner ciągle nam się przyglądał, więc w końcu dała mu mój numer. Na szczęście nikt nie zadzwonił, ani napisał, dlatego nie czułem się przytłoczony przez drugiego człowieka.
Wyszedłem na ruchliwą ulicę zakładając zimowe odzienie i udałem się w stronę znanego mi miejsca. Skręciłem w ciemną uliczkę, by znaleźć się przy opuszczonej fabryce cukru. Tak wiem, cudowne miejsce na spotkania z innymi dealerami. Przełknąłem głośno ślinę i oparłem się o stary zbiornik. Do pomieszczenia weszło dwóch mężczyzn z kilkoma paczkami białego proszku.
- Masz czas do następnego tygodnia. W poniedziałek widzę pieniądze - powiedział jeden. Skinąłem głową i wyszedłem, znowu skręcając w ciemny zaułek. Zjechałem po ścianie, by usiąść na mokrym chodniku i zalać się potokiem łez. Dlaczego ja to robię? Dlaczego nadal krzywdzę innych. Przetarłem oczy dłonią i pociągnąłem nosem. Gapiłem się pusto w ścianę na przeciw puki nie usłyszałem oczywistego zdania.
- Dlaczego tu siedzisz?
<Ktoś?>
- Wszystko z tobą dobrze kochanieńki? - usłyszałem głos jednej ze staruszek. Uniosłem się i sztucznie uśmiechnąłem.
- Oczywiście. Potrzebuje pani czegoś? - zapytałem, dziękując w duchu, że wybudziła mnie ze zgorzałego transu. Starsza kobieta gestem przywołała mnie do siebie, dlatego bez zbędnych protestów podszedłem i ukląkłem obok niej. - Tak? - kobieta przysunęła mnie bliżej siebie i nachyliła się nad moim uchem.
- Co cię trapi, moje dziecko? - zapytała, posyłając mi porozumiewawcze spojrzenie. Westchnąłem cicho i znowu uśmiechnąłem się sztucznie. - Nie udawaj mi tu szczęśliwego - warknęła i zaczęła targać mnie za policzek.
- Chodzi o to, że żałuję za wszystko, co zrobiłem w przeszłości. Każdy z was, a właściwie większość obywateli tego kraju znają moją historię. Jednak mi ufacie, za co jestem wam ogromnie wdzięczny - wymamrotałem pod nosem, mając nadzieję, że niedosłysząca kobieta mnie nie usłyszy. Nie miałem jednak szczęścia. - Chciałbym, żeby tu była i mnie wspierała. Trzynaście lat temu popełniłem ogromny błąd, za który teraz płacę. Myśli pani, że uda mi się żyć normalnie?
- Sztuką jest w siebie uwierzyć, od tego zależy całe nasze życie - powiedziała i wróciła do gry w szachy ze swoim mężem. Pokiwałem twierdząco głową, zapisując jej słowa w pamięci i wyszedłem z pokoju. W ułamku sekundy znalazłem się na korytarzu, a później w pokoju dla pracowników.
- Peggy, spadam na dzisiaj - powiedziałem, biorąc kurtkę z wieszaka i uśmiechnąłem się do młodej dziewczyny na pożegnanie.
- Pamiętaj że obiecałeś, mi wyjście na lunch! - usłyszałem jeszcze. Zaśmiałem się cicho. Ostatnim razem, kiedy zabrałem ją na lunch, kelner ciągle nam się przyglądał, więc w końcu dała mu mój numer. Na szczęście nikt nie zadzwonił, ani napisał, dlatego nie czułem się przytłoczony przez drugiego człowieka.
Wyszedłem na ruchliwą ulicę zakładając zimowe odzienie i udałem się w stronę znanego mi miejsca. Skręciłem w ciemną uliczkę, by znaleźć się przy opuszczonej fabryce cukru. Tak wiem, cudowne miejsce na spotkania z innymi dealerami. Przełknąłem głośno ślinę i oparłem się o stary zbiornik. Do pomieszczenia weszło dwóch mężczyzn z kilkoma paczkami białego proszku.
- Masz czas do następnego tygodnia. W poniedziałek widzę pieniądze - powiedział jeden. Skinąłem głową i wyszedłem, znowu skręcając w ciemny zaułek. Zjechałem po ścianie, by usiąść na mokrym chodniku i zalać się potokiem łez. Dlaczego ja to robię? Dlaczego nadal krzywdzę innych. Przetarłem oczy dłonią i pociągnąłem nosem. Gapiłem się pusto w ścianę na przeciw puki nie usłyszałem oczywistego zdania.
- Dlaczego tu siedzisz?
<Ktoś?>
Od Ginie Cd Gregory
- Tak wszystko jest ok.- Powiedziałam z uśmiechem. Jeszcze rano nie pomyślałabym, że wieczorem będę się uśmiechać. Życie bywa pokręcone.- Pozmywam sam.- Powiedział i uśmiechnął się. Kiwnęłam głową uśmiechając się. Byłam mu bardzo wdzięczna za to co dzisiaj zrobił. Poszłam do pokoju gdzie zazwyczaj spałam nocując u Gregory'ego. Otworzyłam szafkę i zobaczyłam w niej album. Na okładce było zdjęcie moje i Gregory'ego. Zdziwiło mnie to jednak postanowiłam zobaczyć co się w tej książce znajduje. Otworzyłam ją na pierwszej stronie i zobaczyłam dedykacje: "Żeby takich sytuacji było więcej. Golan" Podobnie jak zdjęcie na okładce wcześniej tak również i ona mnie zdziwiła. Szybko przekartkowałam album. W większości przypadków zdjęcia przedstawiały mnie i Gregory'ego ale też nie wszystkie. Byłam ciekawa czy mężczyzna pamiętał momenty w których zostały zrobione. Odłożyłam album na łóżko i poszłam wziąć prysznic. Kilkanaście minut potem byłam już z powrotem w pokoju. Otworzyłam album na pierwszej stronie i uśmiechnęłam się mimowolnie. Postanowiłam pokazać Gregory'emu co znalazłam w jego szafie. Wyszłam z pokoju i skierowałam kroki w stronę pokoju mężczyzny. Zapukałam cicho.
- Proszę.- Usłyszałam po chwili. Weszłam do pokoju i zobaczyłam, że Gregory leży już w łóżku i czyta sobie książkę. Odłożył książkę i wtedy dostrzegłam jego nagi tors.
- Gregory patrz co znalazłam.- Powiedziałam pokazując album. Mężczyzna uśmiechnął się.
- No chodź tu. Pooglądamy w jakich to zabawnych sytuacjach Golan nas przyłapał.- Powiedział przesuwając się na brzeg łóżka. Podeszłam do niego i usiadłam obok. Przekładaliśmy kartki jedna za drugą z każdą coraz bardziej śmiejąc się.
- Ciekawa jestem jak Golanowi udaje się łapać nas w takich sytuacjach jak ta.- Powiedziałam pokazując na jedno ze zdjęć. Gregory leżał na ziemi a ja na nim. W moim albumie było podobne jednak na tym zdjęciu nasze usta stykały się w pocałunku. Odwróciłam się w stronę mężczyzny i spojrzałam w jego oczy.
<Gregory?>
- Proszę.- Usłyszałam po chwili. Weszłam do pokoju i zobaczyłam, że Gregory leży już w łóżku i czyta sobie książkę. Odłożył książkę i wtedy dostrzegłam jego nagi tors.
- Gregory patrz co znalazłam.- Powiedziałam pokazując album. Mężczyzna uśmiechnął się.
- No chodź tu. Pooglądamy w jakich to zabawnych sytuacjach Golan nas przyłapał.- Powiedział przesuwając się na brzeg łóżka. Podeszłam do niego i usiadłam obok. Przekładaliśmy kartki jedna za drugą z każdą coraz bardziej śmiejąc się.
- Ciekawa jestem jak Golanowi udaje się łapać nas w takich sytuacjach jak ta.- Powiedziałam pokazując na jedno ze zdjęć. Gregory leżał na ziemi a ja na nim. W moim albumie było podobne jednak na tym zdjęciu nasze usta stykały się w pocałunku. Odwróciłam się w stronę mężczyzny i spojrzałam w jego oczy.
<Gregory?>
Od Gregory'ego
Dzień zapowiadał się świetnie. Słońce świeciło, wysyłając zapowiedź udanego dnia. Próbę zaczynaliśmy dzisiaj później niż zwykle bo o dwudziestej. Jednak jak zawsze wszyscy będziemy o normalnej porze i będziemy szybciej w domach. Wziąłem telefon i wybrałem numer Golana. Odebrał po kilku sygnałach.
- Słucham.- Powiedział ziewając. Spojrzałem na zegarek i pokręciłem z niedowierzaniem głową. Była niemal dziesiąta a on dalej śpi.
- Cześć Golan tu Gregory pamiętasz, że umówiliśmy się na ściankę wspinaczkową?- Zapytałem otwierając kalendarzyk.
- Na serio? O której godzinie?
- Z tego co mam zapisane to za pół godziny powinniśmy wchodzić.- Powiedziałem i odsunąłem telefon od ucha. Mimo to dość wyraźnie usłyszałem wiązkę soczystych przekleństw pod bliżej nieokreślonym adresem. Zapamiętać: "Kupić Golanowi budzik ustawiony na 7 rano". Kiedy najwyraźniej wyczerpał mu się wachlarz niecenzuralnych słów z telefonu dobyła się cisza.
- Będę za 10 minut.- Powiedziałem i rozłączyłem się. Ustawiłem stoper na 10 minut i wyszedłem z domu. Skierowałem się do garażu i wyprowadziłem samochód. Wrzuciłem sprzęt do wspinaczki do bagażnika i wyjechałem na drogę. Dwie minuty później byłem przed kawiarnią gdzie Golan zazwyczaj kupował śniadanie kiedy nie mógł zjeść w domu. Wszedłem do środka i zamówiłem trzy croissanty, dżem truskawkowy i kawę. Chwilę później byłem już przed domem Golana.
- Dziewięć minut i pięćdziesiąt sekund.- Powiedział mężczyzna zbiegając ze schodów. Wrzucił swój sprzęt do bagażnika i usiadł obok mnie. Podałem mu śniadanie i czekałem na reakcję.
- Dzięki Gregory. Gdyby nie to że jesteś facetem to bym się z tobą ożenił.- Stwierdził śmiejąc się.
- Do usług.- Stwierdziłem i skręciłem w drogę do centrum wspinaczkowego. Kilka minut później przygotowywaliśmy się do wejścia na ściankę.
- Wspinasz się ze mną czy asekurujesz?
- Bez asekuracji Cię nie puszczę.- Stwierdził i złapał linę.
- Popilnujesz mi telefonu?- Zapytałem podając mu komórkę.
- Jasne.- Odparł i włożył urządzenie do kieszeni.
- Gotowy?- Zapytałem stawiając nogę na pierwszym bolcu. Golan kiwnął głową i napiął linę. Kilkanaście minut później byłem już na wysokości dziesięciu metrów. Nagle z dołu dobiegł mnie dzwonek z mojego telefonu.
- Odbierz!- Krzyknąłem i zacząłem wspinać się dalej.
- Słucham. Tak. Nie. Zaraz podam.- Głos tancerza ucichł po czym rozbrzmiał dużo głośniej.
- Gregory złaź bo masz telefon z domu dziecka.- Krzyknął i przyłożył telefon do ucha.
- Zaraz zejdzie. Jakieś dziesięć metrów nade mną. Nie. Na ściance wspinaczkowej.- Golan gawędził sobie w najlepsze tymczasem gdy ja usiłowałem w miarę szybko znaleźć się na dole. W końcu się udało i odebrałem koledze telefon.
- Słucham?
- Czy mam przyjemność z panem Gregory'm Éric'iem Deck'iem?
- Tak o co chodzi?
- Pański wniosek adopcyjny został rozpatrzony pozytywnie. Na dzień dzisiejszy zostało przewidziane spotkanie z dyrektor domu dziecka i potencjalnym kandydatem do adopcji. Kiedy mógłby pan zgłosić się do siedziby w Paryżu?
- Za jakieś półtora godziny.- Stwierdziłem po chwili namysłu.
- Oczywiście. Życzę miłego dnia i do zobaczenia.- Kobieta rozłączyła się a ja zacząłem pakować rzeczy.
- Co jest?- Zapytał Golan.
- Chyba zdecydowali się pozwolić mi na adopcję.- Powiedziałem i skierowałem się w stronę samochodu. Kilka minut później wysadziłem Golana przed jego domem.
- To powodzenia.- Powiedział.
- Dzięki. Próba o 16.00 się zaczyna?
- O 20.00 ale wszyscy będziemy o 16.00.- Powiedział i poszedł do domu. Kilka minut potem byłem już pod prysznicem. Ubrałem garnitur i wziąłem teczkę z papierami. Wsiadłem do samochodu i udałem się w drogę do Paryża. W budynku domu dziecka byłem 10 minut przed czasem.
- Pan Deck?- Zapytała dyrektorka kiedy wyszła z gabinetu.
- Tak. Miło mi poznać.- Powiedziałem.
- Zapraszam.- Odparła kobieta i weszła do gabinetu a ja za nią.
- Proszę usiąść.- Powiedziała po czym wskazała na krzesło ustawione przed biurkiem. Usiadłem i postawiłem teczkę na podłodze.
- Jak został pan już poinformowany pański wniosek adopcyjny został rozpatrzony pozytywnie. Z wypełnionego przez pana formularza adopcyjnego wynika, że chciałby pan adoptować starsze dziecko. Nie często się to zdarza. Jest pan tego pewien?
- Jak najbardziej.- Oświadczyłem bez namysłu. Myślałem o tym już wielokrotnie wcześniej i byłem tej decyzji pewien.
- Dobrze. Więc mamy w naszym ośrodku chłopca, który bardzo wiele przeżył. Ma dość duże trudności w nauce więc potrzebny mu jest dom...
- Ma pani jego jakieś wypracowanie?- Zapytałem. Dyrektorka spojrzała na mnie miotając oczyma gromy. Po chwili jednak zaczęła grzebać w papierach i podała mi wypracowanie.
- Proszę ale nie wiem po co to panu.- Stwierdziła. Przebiegłem wzrokiem kartkę i jej kilka następnych stron. Wypracowanie było dobre, co prawda zdarzały się błędy ale nie były dramatyczne. Przypominało mi moje wypracowania. Oddałem kartkę kobiecie i uśmiechnąłem się.
- Jakie są jego zainteresowania?
- Lubi zwierzęta, czyta książki ale nie ma na to zbyt dużo czasu bo bardzo często pomaga innym. Jest też zafascynowany musicalem.- Powiedziała dyrektorka.
- Byłaby możliwość przeprowadzenia adopcji dzisiaj?- Zapytałem z nadzieją. Chłopak był naprawdę zdolny. Potrzebował tylko pomocy a tej nikt mu tu nie udzieli.
- Papiery są przygotowane tylko Edward musi się zgodzić.- Powiedziała. Kiwnąłem głową w odpowiedzi a chwilę potem ktoś zapukał do drzwi.
- Można?- W drzwiach pojawił się chłopak na oko 15 letni, może trochę starszy.
- O Edward jak miło Cię widzieć. Właśnie miałam po ciebie kogoś wysłać.
-O co chodzi? W szkole przecież w miarę dobrze mi idzie.- Stwierdził wchodząc do gabinetu.
- Nie chodzi o szkołę. Usiądź.- Powiedziała kobieta a chłopak usiadł na krześle obok mnie.
- Pamiętasz jak przebiega procedura adopcyjna?
- Tak.- Mruknął chłopak zwieszając głową. Czyżby tyle razy go już adoptowali a potem i tak tu wracał?
- Jest chętny do zaadoptowania Cię.- Powiedziała kobieta a w oczach chłopaka pojawił się promyk zainteresowania ale po chwilki zgasł.
- Pewnie znowu jakieś stare małżeństwo.- Stwierdził.
- Chyba muszę Cię poprawić. Raczej nie stare i nie małżeństwo.
- A kto?
- Ja.- Odparłem posyłając mu przyjacielski uśmiech.
- Pan?
- Tak.
- Ma pan żonę?
- Nie.
- A dziewczynę?
- Też nie.- Odparłem spoglądając na Edwarda.
- To niech pan sobie znajdzie i będziecie mieli własne dziecko a nie chce pan adoptować takiego starego konia jak ja.
- Starego ale bardzo zdolnego. "Rodzina to skarb, którym każdy się szczyci. Nie ważne że jeden z braci był zdrajcą". Cytat z twojego wypracowania na temat Antygony. Drugi akapit, dwudziesta czwarta linijka, rodzina to czwarty wyraz z lewej, w każdej linijce jest po 10 wyrazów.- Powiedziałem i uśmiechnąłem się. Dyrektorce opadła szczęka podobnie jak chłopakowi.
- Skąd pan wie?
- Policzyłem w wypracowaniu.
- Miał je pan tylko kilka minut. Nie zdążył by pan.- Stwierdziła dyrektorka.
- Pisałem identyczne.- Odparłem. Chłopakowi oczy wyszły z orbit. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Przepraszam na chwilę.- Powiedziałem i miałem zamiar wyjść na korytarz.
- Niech pan nie wychodzi.- Zakomenderowała dyrektorka.
- Lola nie mam czasu.- Powiedziałem i rozłączyłem się. Chwilę potem zadzwonił Julien. Powiedziałem to samo. Po chwili zdzwonił telefon, tym razem odezwał się dzwonek przypisany do Golana.
- Golan nie mam czasu.- Warknąłem. w słuchawce nie odezwał się jednak głos Golana tylko Anais.
- Cześć Gregory.
- Anais? Czemu dzwonisz z telefonu Golana?
- Pewien jesteś że z Golana?- Zapytała. Spojrzałem na ekran i rzeczywiście był to jej numer. Muszę zmienić hasło bo lubią mi zmieniać dzwonki.
- Dobra mów szybko co się stało.
- Z Ginie coś jest nie tak. Musisz z nią pogadać.
- Dlaczego ja?
- Bo masz z nią najlepszy kontakt. Liczę na Ciebie.- Stwierdziła i rozłączyła się. Westchnąłem i wróciłem do biurka.
- Problemy zawodowe.- Stwierdziłem.
- No więc skoro raczej pana nie odwiodę od tego pomysłu mogę wiedzieć kto chce mnie zaadoptować?- Zapytał Edward. Wyciągnąłem dowód i podałem mu go.
- Gregory Éric Deck? Ten Deck? Znaczy się ten grający Sorci'ego?
- Ten sam. Wiem bez charakteryzacji średnio podobny.- Stwierdziłem śmiejąc się. Jestem teraz głównie kojarzony przez moją postać.
- Nie wierzę. Największy po Don Juan'ie kobieciarz sceny ma problem z kobietami?
- To tylko Sorci, nie ja. Ale ma to większy sens, nie każdy to dostrzega.- Zaśmiałem się. Chłopak był świetny.
- Zgadzam się.- Powiedział po chwili.
- Na adopcję?- Zapytała dyrektorka.
- Tak.
- To co? Załatwiamy formalności i możemy jechać do domu?- Zapytałem nieco zniecierpliwiony. Próba zaczyna się za dwie godziny a ja muszę się jeszcze przebrać.
- Oczywiście. Edward idź się spakuj a pan Deck złoży kilka podpisów.- Powiedziała dyrektorka a chłopak kiwnął głową i wybiegł w podskokach.
- No więc proszę po podpisywać w wyznaczonych miejscach.- Powiedziała dyrektorka podając mi plik papierów. Wyjąłem pióro i zacząłem składać podpisy. Zajęło mi to kilka minut.
- Gratuluję. Właśnie stał się pan ojcem adopcyjnym Edwarda. Chodźmy po niego.- Powiedziała kobieta prowadząc mnie do pokoju, który Edward dzielił jeszcze z kilkoma osobami.
- Gotowy?- Zapytałem wchodząc do środka. Edward był spakowany i przebrany.
- Tak.- Powiedział biorąc torby.
- Wezmę je.- Stwierdziłem podchodząc do niego.
- Mogę się iść pożegnać?- Zapytał. Kiwnąłem głową i wziąłem torby. Nie było ich jakoś specjalnie dużo. Chłopak pobiegł korytarzem kiedy ja zanosiłem jego bagaże do samochodu. Na podwórku zgromadziło się mnóstwo dzieci. Starsze patrzyły na tą scenę wzrokiem mówiącym "Znowu jakiś maluch znalazł dom". Było mi ich żal. Jednak kiedy odwróciłem się w stronę drzwi, twarzą do wszystkich spojrzenia momentalnie się zmieniły. Teraz wyrażały zdziwienie. Spomiędzy szmeru, który przeszedł między dziećmi udało mi się dosłyszeć: "Czy to nie on gra Sorci'ego w tym musicalu, na który zabrała nas dyrektorka?" Po chwili wraz z dyrektorką pojawił się Edward. Znowu zdziwienie. Edward podszedł do mnie.
- Gotowy?- Zapytałem a on kiwnął w odpowiedzi głową. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do Bagnolet.
- Pojedziemy do domu, jak będziesz chciał się przebrać to proszę bo ja na pewno muszę to zrobić a potem pojedziesz ze mną na próbę. Zgoda?
- Weźmie mnie pan na próbę?
- Tak. Tylko mam prośbę nie mów do mnie pan bo czuję się staro.- Powiedziałem skręcając w wjazd na autostradę.
- Zgoda. A co na tej próbie będę robił? I jak długo potrwa?
- Próby zazwyczaj trwają osiem godzin. Tobie zawsze coś wymyślą. Jak się spodobasz może dostaniesz rolę.- Stwierdziłem.
- Lubisz śpiewać?
- Bardzo. Od kiedy zobaczyłem Cię na scenie jesteś moim idolem... Tato.- Powiedział chłopak lekko skrępowany. Uśmiechnąłem się lekko.
- Miło mi to słyszeć.- Powiedziałem. Nagle zadzwonił telefon. Spojrzałem na wyświetlacz. Ginie.
- Ginie co jest?- Zapytałem zmieszany. Anais mówiła że coś jest nie tak i chyba tak jest w istocie bo z słuchawki dochodził cichy szloch.
- Gregory mógłbyś do mnie podjechać?- Zapytała urywając.
- Jasne coś się stało?- Zapytałem ale ona już nie odpowiedziała tylko rozłączyła się.
- Chyba musimy zmienić nieco plany.- Powiedziałem i docisnąłem pedał gazu. Kilkanaście minut później byliśmy już pod domem Ginie.
- Zostań tutaj dobra?- Powiedziałem do Edwarda, który kiwnął głową. Wbiegłem do domu Ginie i szukając jej po wszystkich pokojach. Siedziała zapłakana w salonie. Podszedłem do niej i usiadłem obok. Objąłem ją ramieniem i przytuliłem.
- Co się stało?- Zapytałem cicho. Przez chwilę było słychać tylko szloch.
- Moja matka...- Zaczęła ale nie mogła skończyć. Reszty się domyśliłem. Jej matka była chora na jakąś poważna chorobę.
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze.- Szeptałem jej nad uchem. Po chwili uspokoiła się.
- Pojedziemy do niej.- Zaproponowałem.
- Dobrze. Jest w szpitalu w Bagnolet.- Powiedziała Ginie.
- Nie powinnaś przez kilka dni siedzieć sama w domu. Spakuj się przenocujesz przez kilka dni u mnie.- Powiedziałem. Ginie kiwnęła głową i poszła do siebie. Wyszedłem z domu i podszedłem do samochodu.
- Edward przesiądź się do tyłu. Jedziemy do szpitala.
- Coś się stało?
- Coś z matką Ginie. Nie mogę jej zostawić z tym samej.- Powiedziałem. Chłopak kiwnął głową i przesiadł się. Wróciłem do domu i zastukałem do drzwi pokoju Ginie.
- Wejdź.- Powiedziała po chwili. Wszedłem do pokoju i zobaczyłem kobietę siedzącą na łóżku z czymś co wyglądało jak album.
- Siadaj. Pamiętasz to?- Zapytała wskazując na jedno zdjęć. Usiadłem obok niej i przyjrzałem się zdjęciu. Uśmiechnąłem się i kiwnąłem głową. Zdjęcie to zrobił Golan dwa lata temu. Przedstawiały początki kariery tanecznej mojej i Ginie. Był to jeden z śmieszniejszych momentów bo wyglądało to mniej więcej tak: Ćwiczyliśmy wspólny taniec do jakiegoś utworu (potem w ogóle wykasowali go ze scenariusza), ale zbyt dobrze nam nie szło. W momencie robienia zdjęcia ja leżałem przewrócony na scenie a Ginie na mnie. Wyglądało to co najmniej zabawnie.
- A pamiętasz to?- Zapytałem wskazując na jedno z kolejnych zdjęć. Ginie kiwnęła głową śmiejąc się. Autorem tego zdjęcia również był Golan, który bez przerwy biega wszędzie z aparatem. Tym razem mamy tu scenę pocałunku mojego i Ginie, który był co najmniej przypadkowy bo zostaliśmy na siebie wepchnięci. Wtedy nie było nam do śmiechu (w szczególności że przez następny miesiąc byliśmy tematem wszystkich plotek) jednak z perspektywy czasu były to śmieszne zajścia.
- No trzeba się zbierać bo Edward mi tam zaraz korzenie zapuści.- Powiedziałem biorąc torbę Ginie.
- Edward?
- Mówiłem Ci, że składałem wniosek adopcyjny. Rozpatrzyli go pozytywnie i dzisiaj zabrałem do domu Edwarda.
- Przepraszam popsułam wam dzień.
- Nie no coś ty.- Powiedziałem i objąłem ją ramieniem. Wyszliśmy z domu i włożyłem jej torbę do bagażnika. Usiadłem na miejscu kierowcy.
- Jedziemy do szpitala?- Upewniłem się. Ginie kiwnęła głową. Wyjechałem z posiadłości kobiety i skierowałem samochód w stronę szpitala. Kilka minut później byliśmy na miejscu. Wszyscy wysiedliśmy z auta i poszliśmy do rejestracji.
- Mógłbym dowiedzieć się gdzie leży pani Liliane Line?
- Kim pan jest dla pacjentki?- Zapytała recepcjonistka. Nie wiedziałem co powiedzieć, bo przecież nie wpuszczą mnie tam jako przyjaciela jej córki albo syna znajomej. Z ratunkiem przyszła mi Ginie mówiąc coś co bardzo mnie zaskoczyło.
- Przyszłym zięciem.- Powiedziała i złapała mnie za dłoń.
- Oczywiście. Pani Line leży pod numerem 26. Lekarzem prowadzącym jest doktor Edmund Klich.
- Dziękujemy bardzo. Edward chodź.- Powiedziałem i poszliśmy całą trójką do pokoju 26. Mieliśmy duże szczęście bo doktor właśnie z niego wychodził.
- Panie doktorze co z moją matką?- Zapytała Ginie lekko rozedrganym głosem.
- Nie będę pani okłamywał. Pani Line musi przejść poważną operację. Kłopot w tym że ma bardzo rzadką grupę krwi.
- 0Rh- Ja mam 0Rh+- Powiedziała Ginie.
- Tak a podczas zabiegu musimy jej podać minimum litr krwi. Niestety nie mamy odpowiedniej ilości. Potrzebny jest dawca i to w tempie ekspresowym.- Stwierdził lekarz.
- Nikt się tak szybko nie zgłosi.- Stwierdziła kobieta siadając na krześle.
- Spokojnie...- Powiedziałem siadając obok.
- Chwila ja mam grupę krwi 0Rh-. Mógłbym zostać dawcą?- Zapytałem. Miałem nadzieję że odpowiedź będzie twierdząca.
- Tak ale dopiero jutro. Niestety i tak będzie brakować około pół litra.- Stwierdził mężczyzna.
- Czy ja też mógłbym zostać dawcą? Mam taką samą grupę.- Powiedział Edward.
- W innej sytuacji nie zgodziłbym się na to jednak teraz wygląda że to jedyne wyjście.- Powiedział lekarz. Ginie uśmiechnęła się z niedowierzaniem.
- Czy moglibyśmy do niej wejść?
- Tak ale tylko maksymalnie dwie osoby i nie za długo. Zabieg wykonamy prawdopodobnie za tydzień. Panowie możecie być z siebie dumni. Dzięki wam możemy przeprowadzić zabieg ratujący życie.- Powiedział mężczyzna i poszedł w stronę schodów.
- Wy idźcie. Ja sobie posiedzę.- Powiedział Edward. Weszliśmy z Ginie do pokoju. Pani Line nie wyglądała najlepiej.
- Mamo jak się czujesz?
- Nie najgorzej i nie najlepiej. O Gregory jak miło Cię widzieć.- Powiedziała kiedy mnie zobaczyła.
- Dzień dobry.
- Mamo wiesz o zabiegu?
- Tak ale powiedzieli że nie zrobią go dopóki nie dostaną odpowiedniej ilości krwi.
- Właśnie w tym rzecz. Planują zabieg na za tydzień. Gregory i chłopiec, którego adoptował zgłosili się na dawców.
- To świetnie. Teraz za bardzo nie mam jak podziękować ale kiedy mnie stąd wypuszczą to zapraszam was na kolacje.
- Oczywiście.- Odparłem z uśmiechem. Nagle do sali wszedł lekarz.
- Musimy wziąć panią na badania.- Powiedział i wyprosił nas.
- Chodźmy. Ginie dasz radę iść na próbę?- Zapytałem obejmując ją ramieniem.
- Jasne teraz już tak.- Stwierdziła. Kiwnąłem głową i spojrzałem w lusterko. No pięknie dalej miałem na sobie garnitur.
- Chyba po drodze musimy wstąpić do mnie. Muszę się przebrać.- Stwierdziłem. Ginie i Edward zgodnie zachichotali. Pojechaliśmy do mojego domu gdzie wypakowałem torby Edwarda i Ginie. Pobiegłem do siebie i jak najszybciej się dało przebrałem się w coś wygodniejszego od garnituru. Chwilę potem wróciłem do samochodu. Chwilę potem byliśmy już przed budynkiem teatru.
- Gregory wiesz, że spóźniłeś się pół godziny?- Zapytał Golan wychodząc z budynku.
- Wiem ale miałem ku temu powody.- Odparłem podając dłoń Ginie. Golan wytrzeszczył oczy.
- Dobra chciałbym ci kogoś przedstawić.- Powiedziałem kiwając na Edwarda dłonią aby podszedł.
- Golan to jest Edward, mój syn, Edwardzie to jest Golan.- Przedstawiłem ich sobie.
- Cześć młody.- Powiedział Golan podając mu dłoń. Super za kumplowali się już.
- Dobra chodźcie bo się złoszczą.- Powiedział Golan śmiejąc się. Weszliśmy do budynku i od razu rozpoczęliśmy próby. Zanim jednak się to stało postanowiłem przedstawić wszystkim Edwarda.
- Słuchajcie chciałbym wam kogoś przedstawić.- Powiedziałem a Edward stanął obok mnie.
- To jest Edward, mój syn. Mam nadzieję, że nie będziecie mieć mi za złe tego, że będzie wpadał na nasze próby.- Powiedziałem.
- No co ty Gregory. Młody dzisiaj dołączy do naszej rodziny to o co mamy się gniewać.- Powiedziała Anais śmiejąc się. Chwilę potem była już koło nas.
- No dobra Edwardzie mam dla Ciebie zadanie.- Powiedziała podając mu kartkę z tekstem.
- Zaprezentuj nam swój głos.- Powiedziała i pociągnęła mnie w stronę widowni.
- Wybacz ona już tak ma...- Szepnąłem do syna za co oberwałem w ucho. Chwilę potem siedziałem już na widowni mając z jednej strony Anais a z drugiej Aymeric'a. Edward zaczął śpiewać. Kiedy już skończył na sali rozległy się brawa.
- Młody ma talent.- Stwierdziła Anais.
- Dobra to teraz robimy cześć właściwą próby.- Zakomenderowała Anais i wszyscy rozbiegli się na swoje miejsca. Próbę skończyliśmy dużo przed czasem bo nikomu już się nie chciało tańczyć czy też śpiewać przez kolejne cztery godziny.
- Dobra słuchajcie ostatnia piosenka. Gregory, Lola, Ginie śpiewacie.- Powiedziała Anais. Czasem przyjemnie się z nią pracowało ale bywały dni kiedy była nie do wytrzymania. Przygotowaliśmy się i po raz wtóry wykonaliśmy nasz utwór.
- Słucham.- Powiedział ziewając. Spojrzałem na zegarek i pokręciłem z niedowierzaniem głową. Była niemal dziesiąta a on dalej śpi.
- Cześć Golan tu Gregory pamiętasz, że umówiliśmy się na ściankę wspinaczkową?- Zapytałem otwierając kalendarzyk.
- Na serio? O której godzinie?
- Z tego co mam zapisane to za pół godziny powinniśmy wchodzić.- Powiedziałem i odsunąłem telefon od ucha. Mimo to dość wyraźnie usłyszałem wiązkę soczystych przekleństw pod bliżej nieokreślonym adresem. Zapamiętać: "Kupić Golanowi budzik ustawiony na 7 rano". Kiedy najwyraźniej wyczerpał mu się wachlarz niecenzuralnych słów z telefonu dobyła się cisza.
- Będę za 10 minut.- Powiedziałem i rozłączyłem się. Ustawiłem stoper na 10 minut i wyszedłem z domu. Skierowałem się do garażu i wyprowadziłem samochód. Wrzuciłem sprzęt do wspinaczki do bagażnika i wyjechałem na drogę. Dwie minuty później byłem przed kawiarnią gdzie Golan zazwyczaj kupował śniadanie kiedy nie mógł zjeść w domu. Wszedłem do środka i zamówiłem trzy croissanty, dżem truskawkowy i kawę. Chwilę później byłem już przed domem Golana.
- Dziewięć minut i pięćdziesiąt sekund.- Powiedział mężczyzna zbiegając ze schodów. Wrzucił swój sprzęt do bagażnika i usiadł obok mnie. Podałem mu śniadanie i czekałem na reakcję.
- Dzięki Gregory. Gdyby nie to że jesteś facetem to bym się z tobą ożenił.- Stwierdził śmiejąc się.
- Do usług.- Stwierdziłem i skręciłem w drogę do centrum wspinaczkowego. Kilka minut później przygotowywaliśmy się do wejścia na ściankę.
- Wspinasz się ze mną czy asekurujesz?
- Bez asekuracji Cię nie puszczę.- Stwierdził i złapał linę.
- Popilnujesz mi telefonu?- Zapytałem podając mu komórkę.
- Jasne.- Odparł i włożył urządzenie do kieszeni.
- Gotowy?- Zapytałem stawiając nogę na pierwszym bolcu. Golan kiwnął głową i napiął linę. Kilkanaście minut później byłem już na wysokości dziesięciu metrów. Nagle z dołu dobiegł mnie dzwonek z mojego telefonu.
- Odbierz!- Krzyknąłem i zacząłem wspinać się dalej.
- Słucham. Tak. Nie. Zaraz podam.- Głos tancerza ucichł po czym rozbrzmiał dużo głośniej.
- Gregory złaź bo masz telefon z domu dziecka.- Krzyknął i przyłożył telefon do ucha.
- Zaraz zejdzie. Jakieś dziesięć metrów nade mną. Nie. Na ściance wspinaczkowej.- Golan gawędził sobie w najlepsze tymczasem gdy ja usiłowałem w miarę szybko znaleźć się na dole. W końcu się udało i odebrałem koledze telefon.
- Słucham?
- Czy mam przyjemność z panem Gregory'm Éric'iem Deck'iem?
- Tak o co chodzi?
- Pański wniosek adopcyjny został rozpatrzony pozytywnie. Na dzień dzisiejszy zostało przewidziane spotkanie z dyrektor domu dziecka i potencjalnym kandydatem do adopcji. Kiedy mógłby pan zgłosić się do siedziby w Paryżu?
- Za jakieś półtora godziny.- Stwierdziłem po chwili namysłu.
- Oczywiście. Życzę miłego dnia i do zobaczenia.- Kobieta rozłączyła się a ja zacząłem pakować rzeczy.
- Co jest?- Zapytał Golan.
- Chyba zdecydowali się pozwolić mi na adopcję.- Powiedziałem i skierowałem się w stronę samochodu. Kilka minut później wysadziłem Golana przed jego domem.
- To powodzenia.- Powiedział.
- Dzięki. Próba o 16.00 się zaczyna?
- O 20.00 ale wszyscy będziemy o 16.00.- Powiedział i poszedł do domu. Kilka minut potem byłem już pod prysznicem. Ubrałem garnitur i wziąłem teczkę z papierami. Wsiadłem do samochodu i udałem się w drogę do Paryża. W budynku domu dziecka byłem 10 minut przed czasem.
- Pan Deck?- Zapytała dyrektorka kiedy wyszła z gabinetu.
- Tak. Miło mi poznać.- Powiedziałem.
- Zapraszam.- Odparła kobieta i weszła do gabinetu a ja za nią.
- Proszę usiąść.- Powiedziała po czym wskazała na krzesło ustawione przed biurkiem. Usiadłem i postawiłem teczkę na podłodze.
- Jak został pan już poinformowany pański wniosek adopcyjny został rozpatrzony pozytywnie. Z wypełnionego przez pana formularza adopcyjnego wynika, że chciałby pan adoptować starsze dziecko. Nie często się to zdarza. Jest pan tego pewien?
- Jak najbardziej.- Oświadczyłem bez namysłu. Myślałem o tym już wielokrotnie wcześniej i byłem tej decyzji pewien.
- Dobrze. Więc mamy w naszym ośrodku chłopca, który bardzo wiele przeżył. Ma dość duże trudności w nauce więc potrzebny mu jest dom...
- Ma pani jego jakieś wypracowanie?- Zapytałem. Dyrektorka spojrzała na mnie miotając oczyma gromy. Po chwili jednak zaczęła grzebać w papierach i podała mi wypracowanie.
- Proszę ale nie wiem po co to panu.- Stwierdziła. Przebiegłem wzrokiem kartkę i jej kilka następnych stron. Wypracowanie było dobre, co prawda zdarzały się błędy ale nie były dramatyczne. Przypominało mi moje wypracowania. Oddałem kartkę kobiecie i uśmiechnąłem się.
- Jakie są jego zainteresowania?
- Lubi zwierzęta, czyta książki ale nie ma na to zbyt dużo czasu bo bardzo często pomaga innym. Jest też zafascynowany musicalem.- Powiedziała dyrektorka.
- Byłaby możliwość przeprowadzenia adopcji dzisiaj?- Zapytałem z nadzieją. Chłopak był naprawdę zdolny. Potrzebował tylko pomocy a tej nikt mu tu nie udzieli.
- Papiery są przygotowane tylko Edward musi się zgodzić.- Powiedziała. Kiwnąłem głową w odpowiedzi a chwilę potem ktoś zapukał do drzwi.
- Można?- W drzwiach pojawił się chłopak na oko 15 letni, może trochę starszy.
- O Edward jak miło Cię widzieć. Właśnie miałam po ciebie kogoś wysłać.
-O co chodzi? W szkole przecież w miarę dobrze mi idzie.- Stwierdził wchodząc do gabinetu.
- Nie chodzi o szkołę. Usiądź.- Powiedziała kobieta a chłopak usiadł na krześle obok mnie.
- Pamiętasz jak przebiega procedura adopcyjna?
- Tak.- Mruknął chłopak zwieszając głową. Czyżby tyle razy go już adoptowali a potem i tak tu wracał?
- Jest chętny do zaadoptowania Cię.- Powiedziała kobieta a w oczach chłopaka pojawił się promyk zainteresowania ale po chwilki zgasł.
- Pewnie znowu jakieś stare małżeństwo.- Stwierdził.
- Chyba muszę Cię poprawić. Raczej nie stare i nie małżeństwo.
- A kto?
- Ja.- Odparłem posyłając mu przyjacielski uśmiech.
- Pan?
- Tak.
- Ma pan żonę?
- Nie.
- A dziewczynę?
- Też nie.- Odparłem spoglądając na Edwarda.
- To niech pan sobie znajdzie i będziecie mieli własne dziecko a nie chce pan adoptować takiego starego konia jak ja.
- Starego ale bardzo zdolnego. "Rodzina to skarb, którym każdy się szczyci. Nie ważne że jeden z braci był zdrajcą". Cytat z twojego wypracowania na temat Antygony. Drugi akapit, dwudziesta czwarta linijka, rodzina to czwarty wyraz z lewej, w każdej linijce jest po 10 wyrazów.- Powiedziałem i uśmiechnąłem się. Dyrektorce opadła szczęka podobnie jak chłopakowi.
- Skąd pan wie?
- Policzyłem w wypracowaniu.
- Miał je pan tylko kilka minut. Nie zdążył by pan.- Stwierdziła dyrektorka.
- Pisałem identyczne.- Odparłem. Chłopakowi oczy wyszły z orbit. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Przepraszam na chwilę.- Powiedziałem i miałem zamiar wyjść na korytarz.
- Niech pan nie wychodzi.- Zakomenderowała dyrektorka.
- Lola nie mam czasu.- Powiedziałem i rozłączyłem się. Chwilę potem zadzwonił Julien. Powiedziałem to samo. Po chwili zdzwonił telefon, tym razem odezwał się dzwonek przypisany do Golana.
- Golan nie mam czasu.- Warknąłem. w słuchawce nie odezwał się jednak głos Golana tylko Anais.
- Cześć Gregory.
- Anais? Czemu dzwonisz z telefonu Golana?
- Pewien jesteś że z Golana?- Zapytała. Spojrzałem na ekran i rzeczywiście był to jej numer. Muszę zmienić hasło bo lubią mi zmieniać dzwonki.
- Dobra mów szybko co się stało.
- Z Ginie coś jest nie tak. Musisz z nią pogadać.
- Dlaczego ja?
- Bo masz z nią najlepszy kontakt. Liczę na Ciebie.- Stwierdziła i rozłączyła się. Westchnąłem i wróciłem do biurka.
- Problemy zawodowe.- Stwierdziłem.
- No więc skoro raczej pana nie odwiodę od tego pomysłu mogę wiedzieć kto chce mnie zaadoptować?- Zapytał Edward. Wyciągnąłem dowód i podałem mu go.
- Gregory Éric Deck? Ten Deck? Znaczy się ten grający Sorci'ego?
- Ten sam. Wiem bez charakteryzacji średnio podobny.- Stwierdziłem śmiejąc się. Jestem teraz głównie kojarzony przez moją postać.
- Nie wierzę. Największy po Don Juan'ie kobieciarz sceny ma problem z kobietami?
- To tylko Sorci, nie ja. Ale ma to większy sens, nie każdy to dostrzega.- Zaśmiałem się. Chłopak był świetny.
- Zgadzam się.- Powiedział po chwili.
- Na adopcję?- Zapytała dyrektorka.
- Tak.
- To co? Załatwiamy formalności i możemy jechać do domu?- Zapytałem nieco zniecierpliwiony. Próba zaczyna się za dwie godziny a ja muszę się jeszcze przebrać.
- Oczywiście. Edward idź się spakuj a pan Deck złoży kilka podpisów.- Powiedziała dyrektorka a chłopak kiwnął głową i wybiegł w podskokach.
- No więc proszę po podpisywać w wyznaczonych miejscach.- Powiedziała dyrektorka podając mi plik papierów. Wyjąłem pióro i zacząłem składać podpisy. Zajęło mi to kilka minut.
- Gratuluję. Właśnie stał się pan ojcem adopcyjnym Edwarda. Chodźmy po niego.- Powiedziała kobieta prowadząc mnie do pokoju, który Edward dzielił jeszcze z kilkoma osobami.
- Gotowy?- Zapytałem wchodząc do środka. Edward był spakowany i przebrany.
- Tak.- Powiedział biorąc torby.
- Wezmę je.- Stwierdziłem podchodząc do niego.
- Mogę się iść pożegnać?- Zapytał. Kiwnąłem głową i wziąłem torby. Nie było ich jakoś specjalnie dużo. Chłopak pobiegł korytarzem kiedy ja zanosiłem jego bagaże do samochodu. Na podwórku zgromadziło się mnóstwo dzieci. Starsze patrzyły na tą scenę wzrokiem mówiącym "Znowu jakiś maluch znalazł dom". Było mi ich żal. Jednak kiedy odwróciłem się w stronę drzwi, twarzą do wszystkich spojrzenia momentalnie się zmieniły. Teraz wyrażały zdziwienie. Spomiędzy szmeru, który przeszedł między dziećmi udało mi się dosłyszeć: "Czy to nie on gra Sorci'ego w tym musicalu, na który zabrała nas dyrektorka?" Po chwili wraz z dyrektorką pojawił się Edward. Znowu zdziwienie. Edward podszedł do mnie.
- Gotowy?- Zapytałem a on kiwnął w odpowiedzi głową. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do Bagnolet.
- Pojedziemy do domu, jak będziesz chciał się przebrać to proszę bo ja na pewno muszę to zrobić a potem pojedziesz ze mną na próbę. Zgoda?
- Weźmie mnie pan na próbę?
- Tak. Tylko mam prośbę nie mów do mnie pan bo czuję się staro.- Powiedziałem skręcając w wjazd na autostradę.
- Zgoda. A co na tej próbie będę robił? I jak długo potrwa?
- Próby zazwyczaj trwają osiem godzin. Tobie zawsze coś wymyślą. Jak się spodobasz może dostaniesz rolę.- Stwierdziłem.
- Lubisz śpiewać?
- Bardzo. Od kiedy zobaczyłem Cię na scenie jesteś moim idolem... Tato.- Powiedział chłopak lekko skrępowany. Uśmiechnąłem się lekko.
- Miło mi to słyszeć.- Powiedziałem. Nagle zadzwonił telefon. Spojrzałem na wyświetlacz. Ginie.
- Ginie co jest?- Zapytałem zmieszany. Anais mówiła że coś jest nie tak i chyba tak jest w istocie bo z słuchawki dochodził cichy szloch.
- Gregory mógłbyś do mnie podjechać?- Zapytała urywając.
- Jasne coś się stało?- Zapytałem ale ona już nie odpowiedziała tylko rozłączyła się.
- Chyba musimy zmienić nieco plany.- Powiedziałem i docisnąłem pedał gazu. Kilkanaście minut później byliśmy już pod domem Ginie.
- Zostań tutaj dobra?- Powiedziałem do Edwarda, który kiwnął głową. Wbiegłem do domu Ginie i szukając jej po wszystkich pokojach. Siedziała zapłakana w salonie. Podszedłem do niej i usiadłem obok. Objąłem ją ramieniem i przytuliłem.
- Co się stało?- Zapytałem cicho. Przez chwilę było słychać tylko szloch.
- Moja matka...- Zaczęła ale nie mogła skończyć. Reszty się domyśliłem. Jej matka była chora na jakąś poważna chorobę.
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze.- Szeptałem jej nad uchem. Po chwili uspokoiła się.
- Pojedziemy do niej.- Zaproponowałem.
- Dobrze. Jest w szpitalu w Bagnolet.- Powiedziała Ginie.
- Nie powinnaś przez kilka dni siedzieć sama w domu. Spakuj się przenocujesz przez kilka dni u mnie.- Powiedziałem. Ginie kiwnęła głową i poszła do siebie. Wyszedłem z domu i podszedłem do samochodu.
- Edward przesiądź się do tyłu. Jedziemy do szpitala.
- Coś się stało?
- Coś z matką Ginie. Nie mogę jej zostawić z tym samej.- Powiedziałem. Chłopak kiwnął głową i przesiadł się. Wróciłem do domu i zastukałem do drzwi pokoju Ginie.
- Wejdź.- Powiedziała po chwili. Wszedłem do pokoju i zobaczyłem kobietę siedzącą na łóżku z czymś co wyglądało jak album.
- Siadaj. Pamiętasz to?- Zapytała wskazując na jedno zdjęć. Usiadłem obok niej i przyjrzałem się zdjęciu. Uśmiechnąłem się i kiwnąłem głową. Zdjęcie to zrobił Golan dwa lata temu. Przedstawiały początki kariery tanecznej mojej i Ginie. Był to jeden z śmieszniejszych momentów bo wyglądało to mniej więcej tak: Ćwiczyliśmy wspólny taniec do jakiegoś utworu (potem w ogóle wykasowali go ze scenariusza), ale zbyt dobrze nam nie szło. W momencie robienia zdjęcia ja leżałem przewrócony na scenie a Ginie na mnie. Wyglądało to co najmniej zabawnie.
- A pamiętasz to?- Zapytałem wskazując na jedno z kolejnych zdjęć. Ginie kiwnęła głową śmiejąc się. Autorem tego zdjęcia również był Golan, który bez przerwy biega wszędzie z aparatem. Tym razem mamy tu scenę pocałunku mojego i Ginie, który był co najmniej przypadkowy bo zostaliśmy na siebie wepchnięci. Wtedy nie było nam do śmiechu (w szczególności że przez następny miesiąc byliśmy tematem wszystkich plotek) jednak z perspektywy czasu były to śmieszne zajścia.
- No trzeba się zbierać bo Edward mi tam zaraz korzenie zapuści.- Powiedziałem biorąc torbę Ginie.
- Edward?
- Mówiłem Ci, że składałem wniosek adopcyjny. Rozpatrzyli go pozytywnie i dzisiaj zabrałem do domu Edwarda.
- Przepraszam popsułam wam dzień.
- Nie no coś ty.- Powiedziałem i objąłem ją ramieniem. Wyszliśmy z domu i włożyłem jej torbę do bagażnika. Usiadłem na miejscu kierowcy.
- Jedziemy do szpitala?- Upewniłem się. Ginie kiwnęła głową. Wyjechałem z posiadłości kobiety i skierowałem samochód w stronę szpitala. Kilka minut później byliśmy na miejscu. Wszyscy wysiedliśmy z auta i poszliśmy do rejestracji.
- Mógłbym dowiedzieć się gdzie leży pani Liliane Line?
- Kim pan jest dla pacjentki?- Zapytała recepcjonistka. Nie wiedziałem co powiedzieć, bo przecież nie wpuszczą mnie tam jako przyjaciela jej córki albo syna znajomej. Z ratunkiem przyszła mi Ginie mówiąc coś co bardzo mnie zaskoczyło.
- Przyszłym zięciem.- Powiedziała i złapała mnie za dłoń.
- Oczywiście. Pani Line leży pod numerem 26. Lekarzem prowadzącym jest doktor Edmund Klich.
- Dziękujemy bardzo. Edward chodź.- Powiedziałem i poszliśmy całą trójką do pokoju 26. Mieliśmy duże szczęście bo doktor właśnie z niego wychodził.
- Panie doktorze co z moją matką?- Zapytała Ginie lekko rozedrganym głosem.
- Nie będę pani okłamywał. Pani Line musi przejść poważną operację. Kłopot w tym że ma bardzo rzadką grupę krwi.
- 0Rh- Ja mam 0Rh+- Powiedziała Ginie.
- Tak a podczas zabiegu musimy jej podać minimum litr krwi. Niestety nie mamy odpowiedniej ilości. Potrzebny jest dawca i to w tempie ekspresowym.- Stwierdził lekarz.
- Nikt się tak szybko nie zgłosi.- Stwierdziła kobieta siadając na krześle.
- Spokojnie...- Powiedziałem siadając obok.
- Chwila ja mam grupę krwi 0Rh-. Mógłbym zostać dawcą?- Zapytałem. Miałem nadzieję że odpowiedź będzie twierdząca.
- Tak ale dopiero jutro. Niestety i tak będzie brakować około pół litra.- Stwierdził mężczyzna.
- Czy ja też mógłbym zostać dawcą? Mam taką samą grupę.- Powiedział Edward.
- W innej sytuacji nie zgodziłbym się na to jednak teraz wygląda że to jedyne wyjście.- Powiedział lekarz. Ginie uśmiechnęła się z niedowierzaniem.
- Czy moglibyśmy do niej wejść?
- Tak ale tylko maksymalnie dwie osoby i nie za długo. Zabieg wykonamy prawdopodobnie za tydzień. Panowie możecie być z siebie dumni. Dzięki wam możemy przeprowadzić zabieg ratujący życie.- Powiedział mężczyzna i poszedł w stronę schodów.
- Wy idźcie. Ja sobie posiedzę.- Powiedział Edward. Weszliśmy z Ginie do pokoju. Pani Line nie wyglądała najlepiej.
- Mamo jak się czujesz?
- Nie najgorzej i nie najlepiej. O Gregory jak miło Cię widzieć.- Powiedziała kiedy mnie zobaczyła.
- Dzień dobry.
- Mamo wiesz o zabiegu?
- Tak ale powiedzieli że nie zrobią go dopóki nie dostaną odpowiedniej ilości krwi.
- Właśnie w tym rzecz. Planują zabieg na za tydzień. Gregory i chłopiec, którego adoptował zgłosili się na dawców.
- To świetnie. Teraz za bardzo nie mam jak podziękować ale kiedy mnie stąd wypuszczą to zapraszam was na kolacje.
- Oczywiście.- Odparłem z uśmiechem. Nagle do sali wszedł lekarz.
- Musimy wziąć panią na badania.- Powiedział i wyprosił nas.
- Chodźmy. Ginie dasz radę iść na próbę?- Zapytałem obejmując ją ramieniem.
- Jasne teraz już tak.- Stwierdziła. Kiwnąłem głową i spojrzałem w lusterko. No pięknie dalej miałem na sobie garnitur.
- Chyba po drodze musimy wstąpić do mnie. Muszę się przebrać.- Stwierdziłem. Ginie i Edward zgodnie zachichotali. Pojechaliśmy do mojego domu gdzie wypakowałem torby Edwarda i Ginie. Pobiegłem do siebie i jak najszybciej się dało przebrałem się w coś wygodniejszego od garnituru. Chwilę potem wróciłem do samochodu. Chwilę potem byliśmy już przed budynkiem teatru.
- Gregory wiesz, że spóźniłeś się pół godziny?- Zapytał Golan wychodząc z budynku.
- Wiem ale miałem ku temu powody.- Odparłem podając dłoń Ginie. Golan wytrzeszczył oczy.
- Dobra chciałbym ci kogoś przedstawić.- Powiedziałem kiwając na Edwarda dłonią aby podszedł.
- Golan to jest Edward, mój syn, Edwardzie to jest Golan.- Przedstawiłem ich sobie.
- Cześć młody.- Powiedział Golan podając mu dłoń. Super za kumplowali się już.
- Dobra chodźcie bo się złoszczą.- Powiedział Golan śmiejąc się. Weszliśmy do budynku i od razu rozpoczęliśmy próby. Zanim jednak się to stało postanowiłem przedstawić wszystkim Edwarda.
- Słuchajcie chciałbym wam kogoś przedstawić.- Powiedziałem a Edward stanął obok mnie.
- To jest Edward, mój syn. Mam nadzieję, że nie będziecie mieć mi za złe tego, że będzie wpadał na nasze próby.- Powiedziałem.
- No co ty Gregory. Młody dzisiaj dołączy do naszej rodziny to o co mamy się gniewać.- Powiedziała Anais śmiejąc się. Chwilę potem była już koło nas.
- No dobra Edwardzie mam dla Ciebie zadanie.- Powiedziała podając mu kartkę z tekstem.
- Zaprezentuj nam swój głos.- Powiedziała i pociągnęła mnie w stronę widowni.
- Wybacz ona już tak ma...- Szepnąłem do syna za co oberwałem w ucho. Chwilę potem siedziałem już na widowni mając z jednej strony Anais a z drugiej Aymeric'a. Edward zaczął śpiewać. Kiedy już skończył na sali rozległy się brawa.
- Młody ma talent.- Stwierdziła Anais.
- Dobra to teraz robimy cześć właściwą próby.- Zakomenderowała Anais i wszyscy rozbiegli się na swoje miejsca. Próbę skończyliśmy dużo przed czasem bo nikomu już się nie chciało tańczyć czy też śpiewać przez kolejne cztery godziny.
- Dobra słuchajcie ostatnia piosenka. Gregory, Lola, Ginie śpiewacie.- Powiedziała Anais. Czasem przyjemnie się z nią pracowało ale bywały dni kiedy była nie do wytrzymania. Przygotowaliśmy się i po raz wtóry wykonaliśmy nasz utwór.
- Było świetnie.- Stwierdzili wszyscy.
- Zbieramy się do domu?- Zapytał Golan.
- Na to wygląda.
- Jutro o tej samej porze?- Zapytał Kamel.
- Mnie i Gregory'ego nie będzie.- Powiedziała Ginie.
- A dlaczego nie?- Zapytał Golan.
- Oddaję krew dla matki Ginie. Wolę nie ryzykować, że coś się stanie. Posiedzę w domu.- Powiedziałem wyjaśniając sprawę.
- A ja będę ich pilnować.- Powiedziała Ginie. Golan uśmiechnął się kiwając głową. Nie wierzył. Razem z Ginie i Edwardem poszliśmy do samochodu. Pojechaliśmy do mnie.
- Edward zapomniałem przedstawić Ci zasady panujące w domu. Ma być porządek, żadnego rozwalania rzeczy po domu. Z tego co wiem lekcje kończysz o 14:20 a zaczynasz o 7:00. Będę Cię codziennie zawoził do Paryża i później odbierał.
- Lekcję odrabiam w szkole?- Zapytał.
- Tak chyba że nie będziesz czegoś umiał. Wtedy przychodzisz do mnie i ja jeśli będę w stanie Ci to wytłumaczę. Zazwyczaj o 16:00 mamy próby, w których będziesz uczestniczył. A i w niedzielę chodzimy do kościoła.
- To świetnie.- Stwierdził chłopak. Wysiedliśmy z samochodu i pokazałem Edwardowi jego pokój.
- Za pół godziny będzie kolacja.- Powiedziałem i wyszedłem. Pół godziny później w trójkę siedzieliśmy przy stole. Czas miło nam minął. Po kolacji Edward poszedł do siebie a ja i Ginie zajęliśmy się sprzątaniem.
- Jak się czujesz?- Zapytałem.
<Ginie?>
Opowiadanie na 3182 słów. Ktoś pobije?
czwartek, 17 listopada 2016
Edward Césaire Deck
Nazwisko: Deck
Pseudonim: Edi i wszelkie pochodne imienia. Współpracownicy ojca nazywają go "Młody"
Wiek: 15 lat
Płeć: Mężczyzna
Głos: Patick Fiori
Charakter: - w budowie -
Narodowość: Francuz
Narodowość: Francuz
Zainteresowania: W dużej mierze swoimi zainteresowaniami zaraża go ojciec - Gregory z którym mają wiele wspólnego. Powiedzmy więc że interesują ich te same rzeczy.
Zawód: Tymczasowo uczeń
Rodzina:
Ojciec(adopcyjny): Gregory Éric Deck - człowiek, który stał się dla Edwarda prawdziwym ojcem, którego od zawsze mu brakowało
Ojciec(adopcyjny): Gregory Éric Deck - człowiek, który stał się dla Edwarda prawdziwym ojcem, którego od zawsze mu brakowało
Ojczym(mąż matki): Félix Belanger - dożywotnie pozbawienie wolności, bez prawa do zwolnienia warunkowego
Ojciec(biologiczny): nn - Edward wie jedynie że był wykładowcą na jednym z uniwersytetów
Matka: Diane Morin - przed dziesięcioma laty została zamordowana przez swego męża
Zauroczenie: ---
Dzieci: ---
Zwierzęta: Bardzo lubi zwierzęta i chciałby żeby w domu jakieś się znalazły.
Historia: No więc zacznijmy od początku. Edward urodził się w Paryżu z dość ciekawego związku. Jego rodzice poznali się na jednym z wykładów z historii starożytnej. Niedługo potem między młodym wykładowcą i studentką rozpoczął się romans, którego owocem był Edward. Niestety niedługo potem jego ojciec wyjechał i Diane została sama z nienarodzonym jeszcze dzieckiem. Kiedy chłopak przyszedł na świat jego matka wyszła za mąż za Félix'a Belanger'a, dobrze zapowiadającego się informatyka. Niestety małżeństwo nie było szczęśliwe. Wkrótce mężczyzna stracił pracę i zaczął pić. Z czasem zaczął krzyczeć na żonę a potem ją bić(zdarzało się że na oczach syna kobiety). W końcu Félix stracił panowanie nad sobą i z zimną krwią zabił Diane. ( To tylko oficjalna wersja zdarzeń. Nieoficialna i prawdziwa będzie opisana w jednym z opowiadań). Został aresztowany po kolejnych kilku zabójstwach. Wtedy Edward został przeniesiony do domu dziecka i czekał aż ktoś będzie chciał go adoptować. Z początku było wielu ludzi, którzy chcieli go adoptować. Jednak zawsze po kilku tygodniach czy miesiącach wracał do ośrodka. Kiedy miał 10 lat już nikt nie chciał go adoptować, a on przestał się łudzić że znajdzie dom. Taka sytuacja trwała przez kilka lat. Pewnego dnia dyrektorka ośrodka zorganizowała wyjazd na musical "Dracula, l'amour plus fort que la mort". Wszyscy byli zachwyceni wspólnym wyjazdem. Wtedy rozpoczął się ważny epizod w życiu chłopaka. Wtedy pierwszy raz zetknął się z ludźmi, którzy z taką pasją wykonują swój zawód. Wtedy też Edward zdecydował, ze chce związać się z teatrem. Rok później w domu dziecka, w którym mieszkał pojawił się jego idol - Dregory Deck. Wtedy też spełniły się dwa marzenia chłopaka- o prawdziwym ojcu i możliwości wykazania się na scenie.
Ciekawostki:
Sterujący: paulinagrzelak01
Ginie Élisabeth Line
Imię: Ginie Élisabeth
Nazwisko: Line
Pseudonim: Popularnie nazywają ją Satine.
Wiek: 25 lat
Płeć: Kobieta
Głos: Ginie Line
Charakter: Ginie jest kobietą miłą i towarzyską. Lubi przebywać w towarzystwie jednak zbyt duży tłok ją przytłacza. Stara się nie przywiązywać do ludzi czy też miejsc aby nie rozpaczać po ich odejściu. Niestety nie wychodzi jej to tak jakby chciała więc zdarza jej się być w złym humorze. Czasem miewa problemy z uczuciami. Nie są to może jakieś poważne rozterki jednak są. Lubi pomagać innym i bardzo angażuje się w przedsięwzięcia charytatywne. Co do miłości i jej związków. Bardzo trudno jest jej stworzyć związek trwały. Jest ona kobietą wymagającą i niewielu mężczyzn jest w stanie jej wymagania spełnić. Jest perfekcjonistką w każdym calu i raczej nie każdy mężczyzna to akceptuje.
Narodowość: Ginie jest Francuzką
Narodowość: Ginie jest Francuzką
Zainteresowania:
Zawód: Aktorka, Piosenkarka
Rodzina:
Ojciec: Nicolas Line (55 lat)
Matka: Liliane Line (53 lata)
Brat: Jérémy Line ( 27 lat )
Siostry: Gisèle Line (20 lat), Judith Line ( 21 lat), Émilie Line ( adoptowana, 5 lat)
Ojciec: Nicolas Line (55 lat)
Matka: Liliane Line (53 lata)
Brat: Jérémy Line ( 27 lat )
Siostry: Gisèle Line (20 lat), Judith Line ( 21 lat), Émilie Line ( adoptowana, 5 lat)
Zauroczenie: Ginie podobnie jak jej postać na deskach teatru ma problem z swoimi uczuciami. Tak samo jak Satine jest zakochana w Sorci'm i Draculi tak samo ona darzy uczuciem Gregory'ego i Golana.
Dzieci: Zawsze lubiła dzieci i chciałaby mieć własne
Zwierzęta: Ginie uwielbia zwierzęta i chciałaby mieć do kogo wracać do domu.
Historia: - w budowie -
Ciekawostki: - w budowie -
Historia: - w budowie -
Ciekawostki: - w budowie -
Inne zdjęcia: 1
Sterujący: Vladymir
wtorek, 15 listopada 2016
Costin Albert Peacock

Imię: Costin Albert
Nazwisko: PeacockPseudonim: Kostek, Trupek, Stężenie Procentowe, Cos, czy cokolwiek tam wymyślisz. Nie przeszkadza mu to, póki nie wypowiesz jakiegoś pseudonimu w jego obecności. Wtedy możesz dostać nożem.
Wiek: 19 lat
Płeć: Mężczyzna - chyba dobrze widać prawda?
Głos
Charakter: Kostek, to chłopak, którego trudno zrozumieć. Jednego dnia może bawić się w szkolnego tyrana, a drugiego przylecieć do ciebie z płaczem, bo chce się poprzytulać. Jednak na co dzień gra tego niegrzecznego chłopca, który znęca się nad innymi. Jego głowa zapełniona jest głównie erotycznymi treściami, czy myślami obmyśla jak wpakować się w bójkę. Osoby znające go bliżej wiedzą, że Costin jest w pewnym stopniu psychopatą. Często miewa sadystyczne myśli, czy mówi jakieś swoje teksty o śmierci i morderstwach. Jest uparty jak osioł i nigdy nie odpuszcza. Zawsze ma na swoje zdanie na dany temat. Nie potrafi zaakceptować porażki. Jest skończonym szaleńcem - chodzi po mieście z nożem w kieszeni, co bardzo często oświadcza koszulkami z napisami, które dla innych nic nie znaczą. Jest w stanie obmyślać plan zabójstwa w połowie jakiegoś zajęcia i wypowiedzieć te myśli na głos. Traktuje wszystkich nad wyraz równo - rozmawia ze starszymi jak z kumplami z podwórka, za co często mu się obrywało. Jak każdy taki jak on jest sarkastyczny i ironiczny, czym wszystkich wkurza, a nawet zanudza. Jeśli przerwiesz mu wypowiedź obdarzy cię tym swoim słynnym "Pytał cię kto o zdanie?" wyrazem twarzy. Kłamanie to jego żywioł, kiedy to robi większość nawet nie zauważy, że to robi. Potrafi być miły i pomóc, jeśli naprawdę masz go dość i szczerze o to poprosisz, ale takie sytuacje rzadko się zdarzają, jeżeli jednak, to tylko dla tych o wyższej randze. Costin skrywa w sobie wiele emocji, z którymi nie sobie nie radzi, dlatego często ma zmiany nastroi, jak kobieta w ciąży. Jeżeli mu się zachce potrafi być romantyczny, ale jest takim cholernym leniem, że możesz okrzyknąć to jako cud. Podsumowując to wszystko - nie zbliżaj się do niego, chyba że życie ci niemiłe.
Narodowość: Francja, jest z bardzo majestatycznego miasta o nazwie Condom.
Zainteresowania: Nie ma jako takich zainteresowań. Potrafi grać na gitarze i pianinie oraz sporo rysuje, ale nie robi tego ciężko.
Zawód: Dealer narkotyków zalicza się jako zawód? Koniec w końcu i tak zarabiasz. Tak dobrze czytasz. Costin jest dealerem, poza tym jest uzależniony od narkotyków.
Rodzina: Mam być szczera? Peacock nigdy nie był grzecznym chłopcem, który troszczy się o innych. Zabił swoją matkę, ojca nigdy nie poznał, a rodzeństwa nie posiada.
Zauroczenie: Naprawdę sądzisz, że ktoś taki jak on kiedykolwiek by się zakochał? Poza tym, ma zupełnie inny gust niż większość mężczyzn na ziemi. Gustuje w tej samej płci.
Dzieci: Nie ma partnera, nie ma dzieci. No chyba, że znajdziecie mu surogatkę.
Zwierzęta: Kiedyś miał psa i jeśli miałby okazję, to na pewno zaopiekowałby się drugim, ale los nie jest taki łaskawy, prawda?
Historia: Cos urodził się we Francji i tam spędził dziesięć lat swojego życia. Jego matka była ofiarą gwałtu i tak się właśnie zrodził. Chłopak zawsze był zainteresowany w oglądaniu filmów kryminalnych, jednak z małą różnicą - wolał tą złą stronę. Z biegiem lat zaczął upodabniać się do przestępców z tych właśnie filmów. Tym oto sposobem młody Costin pewnego dnia sięgnął po nóż kuchenny i z ciekawości wbił go prosto w serce matki, kiedy spała. Nie to, że nie żałuje, bo było to tylko przypadkiem ciekawości i nadal śni mu się to po nocach. Wie, że są ludzie, którzy nie zaufają mu z tego powodu, dlatego stara się jak najlepiej zrehabilitować. Kiedy kilka dni później znaleziono go obok martwego ciała postanowił uciekać. Zabierał się z ludźmi na stopa, a pewnego razu jedna rodzina zafundowała mu bilet do Ameryki. Wrócił do Ojczyzny po odsiedzenia swojego w poprawczaku. Na dzień dzisiejszy pomaga w wolontariacie, starszym osobą, które mieszkają w domu starości. Zaproponował mu to jego psychiatra, dlatego zmierza na nową drogę w życiu. Wybaczycie mu?
Ciekawostki: Tak pozwoliłam sobie, a co mi tam
~ Przezwisko "Stężenie Procentowe" wzięło się od jego inicjałów (CP)
~ Pomimo tego kim jest, wyznaje Islam
~ Boi się kochać i tego, że jeśli to zrobi to druga osoba tego nie odwzajemni
~ Ma wadę wzroku, dlatego nosi soczewki
~ Wciąż posiada nóż, którym zabił swoją matkę
~ Jest uzależnionym od nikotyny i narkotyków alkoholikiem. To co bierze/pije/pali zależy tylko od jego nastroju
~ Samookalecza się
~ Kolekcjonuje różnego rodzaju bronie
~ Cierpi na ataki paniki (Tak robię z niego ofiarę)
~ Prócz francuskiego i angielskiego zna jeszcze 3 inne języki
~ Ma problemy z kolanami, dlatego nie może biegać, ani wykonywać bardziej wymagających ćwiczeń fizycznych
~ Uczulony na kofeinę
~ Jedyny alkohol, który spożywa to Tequilla
Inne zdjęcia: x||x
Sterujący: CariePrime/~Ouja
~ Pomimo tego kim jest, wyznaje Islam
~ Boi się kochać i tego, że jeśli to zrobi to druga osoba tego nie odwzajemni
~ Ma wadę wzroku, dlatego nosi soczewki
~ Wciąż posiada nóż, którym zabił swoją matkę
~ Jest uzależnionym od nikotyny i narkotyków alkoholikiem. To co bierze/pije/pali zależy tylko od jego nastroju
~ Samookalecza się
~ Kolekcjonuje różnego rodzaju bronie
~ Cierpi na ataki paniki (Tak robię z niego ofiarę)
~ Prócz francuskiego i angielskiego zna jeszcze 3 inne języki
~ Ma problemy z kolanami, dlatego nie może biegać, ani wykonywać bardziej wymagających ćwiczeń fizycznych
~ Uczulony na kofeinę
~ Jedyny alkohol, który spożywa to Tequilla
Inne zdjęcia: x||x
Sterujący: CariePrime/~Ouja
Gregory Éric Deck
Imię: Gregory Éric
Nazwisko: Deck
Pseudonim: W żartach nazywają go Sorci. Jest to imię postaci, którą Gregory gra. Wszelkie skróty jego imienia czy też mówienie mu Éric jak ma na drugie imię są przez niego akceptowane.
Wiek: 27 lat
Płeć: Mężczyzna
Głos: Gregory Deck
Charakter: No więc charakter Gregory'ego dość ciężko ułożyć w oprawionych ramach. Nie jest on typowym facetem, który gdzie co rzuci tam to leży. Nie lubi bałaganu, musi mieć zawsze wszystko poukładane i w odpowiednim miejscu. W większości stereotypów mężczyźni rolę gospodyń domowych zrzucają na kobiety i nawet kiedy jako kawalerowie wyfruną z gniazda i tak wracają żeby podrzucić matce rzeczy do prania albo wyprasowania. Gregory nigdy w życiu tak by nie postąpił więc nikogo nie powinien dziwić jego widok przy robieniu prania, prasowaniu czy gotowaniu. Gregory stara się być miły i towarzyski ale niekiedy nie udaje mu się to zwłaszcza wśród ludzi, którzy wywyższają się ponad innych. Jest on mężczyzną bardzo tolerancyjnym i nie przekreśla ludzi po jednym wypadku z ich udziałem. Nielubi gdy inni zachowują się nietolerancyjnie czy wręcz wykluczają ze społeczeństwa ludzi, którym życie dało w kość. Z pozoru wygląda na osobę nieprzystępną, z którą ciężko jest prowadzić rozmowę czy nawiązać bliższe relacje. Są to jednak tylko pozory bo Gregory może być świetnym kumplem wystarczy go tylko poznać. Bywa złośliwy w stosunku do niektórych jednak na jego złośliwości trzeba sobie zasłużyć. Zazwyczaj jest spokojny i opanowany. Potrzeba wtedy naprawdę wiele wysiłku żeby go rozzłościć. Niestety zdążają się też dni kiedy jakieś niewinne z pozoru przewinienie wyprowadza go z równowagi. Gregory jest też szczerym człowiekiem. Raczej nie do bólu ale szczerym. Kłamanie raczej kiepsko mu wychodzi. Nie znaczy to że wcale nie umie kłamać. O nie tego o nim nie możemy powiedzieć za żadne skarby bo jak trafnie określa to jego matka: "Jeśli chce to potrafi" a wtedy tylko bardzo dobrze go znające osoby mogą domyślić się że coś jest nie tak. Dość chętnie pomaga innym i angażuje się w przeróżne akcje charytatywne. Jest bardzo wytrwały w swoich postanowieniach więc jak postanowi tak zrobi. Mimo że Gregory gra postać uwodziciela i kobieciarza, któremu na scenie przez cały czas towarzyszą piękne kobiety to pod tym względem różni się od swojej postaci. Gregory bowiem jest raczej ostrożny w swoich związkach. Ciężko jest mu znaleźć odpowiednią partnerkę głównie z powodu charakteru, przez który niewiele kobiet jest w stanie z nim wytrzymać. Jednak z całą pewności dla tej jedynej będzie on najlepszym facetem na świecie. Jest on dość romantyczny jednak nie ma jak i po co tego pokazywać, no bo przecież w stosunku do kogo ma być romantyczny? Do koleżanki z pracy, która i tak traktuje go tylko jak przyjaciela? Przypadkowo napotkanej kobiety? Ten drugi przypadek jest już całkiem poniżej jego godności. No więc jak na razie jest tylko jedna kobieta w stosunku do której byłby romantyczny gdyby nie to że boi się, że ją do siebie zrazi.
Narodowość: Gregory jest Francuzem
Narodowość: Gregory jest Francuzem
Zainteresowania: W kręgach zainteresowań Gregory'ego leży wiele różnych i dla niego ciekawych rzeczy. Przede wszystkim lubi podróże. Dalekie czy bliskie wszystko jedno jakie. W czasie wolnym od pracy ( tak nawet w jego zawodzie zdarzają się urlopy, gdyby nie prawdopodobnie nie mógłby dzisiaj mówić ) lubi wyrwać się z miasta na łono natury. Chętnie chodzi po górach i lubi się wspinać. Dość często jeździ za granice, gdzie w różnych krajach ma wielu znajomych. Jego następnym hobby jest zbieranie książek. Lubi je czytać i ma na to czas bo przecież co robić cały dzień kiedy do pracy na próbę idzie się o 16.00 a wraca o północy? Jego domowa biblioteczka liczy już kilka tysięcy książek i stale się powiększa. Ale jak już wspomniane było wcześniej w domu siedzi cały dzień a w godzinach wieczornych ma próby. Książek przez ten cały czas nie czyta bo po prostu nie chce mu się czytać 10 książek dziennie ( ma bardzo szybkie tempo czytania ). No więc w czasie wolnym od podróży, pracy i książek dba o swój ogród. Bardzo go lubi i niemal bez przerwy sadzi w nim nowe rośliny. Z czasów kiedy był zbuntowanym nastolatkiem pozostało mu zamiłowanie do sportów ekstremalnych i szybkich samochodów. W garażu ma kilka samochodów na różne okazje. W pomieszczeniu tym znajduje się też sektor dla kolejnego z jego zainteresowań a mianowicie dla motocyklów. Są to głównie francuskie marki ale dużą część stanowią Royal Enfield'y. Oczywiście poza tym ćwiczy szermierkę, jeździ konno i uprawia strzelectwo. Jest również podobnie jak dziadek myśliwym.
Zawód: Aktor, Piosenkarz
Rodzina:
Ojciec: Édouard Deck ( 57 lat )
Matka: Élisabeth Deck ( 53 lata )
Bracia:
Marius Deck ( młodszy, 25 lat)
Lucien Deck ( młodszy, bliźniak Lucas'a, 24 lata)
Lucas Deck ( młodszy, bliźniak Luciena, 24 lata )
Raphaël Deck ( młodszy, 23 lata )
Siostry:
Anne-Marie Deck ( młodsza, bliźniaczka Bella-Rosy, 22 lata )
Bella-Rose Deck ( młodsza, bliźniaczka Anne-Marie, 22 lata )
Wujowie:
Xavier Deck (brat ojca)
Victor Deck (brat ojca)
Tobias Pierre (brat matki)
Stéphane Pierre (brat matki)
Roméo Vigier (mąż siostry ojca)
Richard Valentin (mąż siostry matki)
Ciotki:
Malvine Deck (żona Xavier'a)
Madeleine Deck (żona Victor'a)
Léa Pierre (żona Tobias'a)
Jovite Pierre (żona Stéphane'a)
Juliette Vigier ( siostra ojca)
Gertrude Valentin ( siostra matki )
Babki:
Genowefa [ Genevieve ] Deck ( matka ojca z pochodzenia Polka, 75 lat)
Edwige Pierre ( matka matki, 74 lata )
Dziadkowie:
Frédéric Deck ( ojciec ojca, 77 lat )
Georges Pierre ( ojciec matki, 76 lat)
Zauroczenie: Od dość dawna podoba mu się Ginie. Jednak sprawa jest o tyle skomplikowana, że Gregory nie umie jej o tym powiedzieć. Babki:
Genowefa [ Genevieve ] Deck ( matka ojca z pochodzenia Polka, 75 lat)
Edwige Pierre ( matka matki, 74 lata )
Dziadkowie:
Frédéric Deck ( ojciec ojca, 77 lat )
Georges Pierre ( ojciec matki, 76 lat)
Dzieci: Brak, chyba że o czymś nie wie
Zwierzęta: Buster(NPC), Diva (NPC)
Historia: Gregory urodził się w Paryżu, gdzie mieszkał przez pierwsze kilka lat swojego życia. Następnie jego rodzina przeprowadziła się do Awinionu gdzie mieszkał przez jakieś 6 lat. Kolejne sześć lat upłynęło na ciągłych przeprowadzkach z jednego miasta do drugiego na obrębie całej Francji. Główną przyczyną tego stanu były wybryki Gregory'ego i jego braci. Mimo że był on nawet w miarę grzeczny jak na okres buntu to i tak sprawiał rodzicom problemy (mając 15 lat rozbił motocykl ojca). Jednakże w porównaniu z młodszymi braćmi Gregory zachowywał się jak aniołek. Dobrze się uczył i ani mu w głowie był alkohol czy papierosy. No więc w czasie kiedy rodzice siedzieli w pracy Gregory bawił się w domowego nauczyciela i rozjemcę ( co nawiasem mówiąc było bardzo potrzebne Lucienowi i Lucasowi). No więc mając na głowie szóstkę rodzeństwa nawet nie myślał o jakichś specjalnych wybrykach. Jednakże jego wysiłki zostały nagrodzone bo dzięki dodatkowym lekcjom jakie fundowali mu rodzice szybciej skończył szkołę i zaczął studia. Dzięki swojej podzielności uwagi studiował dwa a niekiedy nawet trzy kierunki na raz. Kiedy zakończył studia rozpoczął swoją przygodę z teatrem. Świetnie mu szło i bardzo to polubił. Kiedy miał 25 lat został zauważony przez producenta musicalu "Dracula, l'amour plus fort que la mort" i rozpoczął swoją przygodę z postacią Sorci'ego - wampira, który jest jednym z towarzyszy hrabiego Draculi. Przez dwa lata bardzo zżył się z zespołem i znalazł kobietę, z która chce spędzić resztę życia (czy jego marzenie się spełni zależy tylko od Ginie). Później macierzystą scenę musicalu przeniesiono do Bagnolet i Gregory wraz z całą grupą przeprowadził się Paryża do tego miasta, gdzie już kiedyś miał zakupioną rezydencję.
Ciekawostki:
Ciekawostki:
- Grana przez niego postać (Sorci) jest kobieciarzem, jednak jest to spowodowane miłością do Satine, której wampir nie jest w stanie zdobyć bo kocha ona innego (Draculę), w prawdziwym życiu tak jednak nie jest ( mimo, ze sytuacja jest podobna Gregory nie jest uwodzicielem)
- Oprócz francuskiego i obowiązkowego angielskiego zna jeszcze kilka języków, między innymi polski, którego nauczyła go babka. Językiem, którego również się od niej nauczył jest rosyjski. Wśród języków, w których może się z kimś dogadać są również włoski, niemiecki, hiszpański, rumuński i grecki. Uczy się szwedzkiego ale prawdopodobnie mógłby się już w nim dogadać.
- Stara się unikać alkoholu. Owszem kiedy jest w złym humorze sięgnie po kieliszek wina ale nie robi tego często.
- Często wymyśla z Golanem jakieś żarty, żeby zrobić na złość nowemu przełożonemu charakteryzatorów, który niezbyt dobrze dobiera charakteryzację.
- Jest bardzo związany ze swoją rodziną.
- Kolegów ze sceny traktuje jak druga rodzinę,
- Jest niezłym tancerzem.
- Miewa problemy ze snem dlatego zdarza mu się zasypiać w ciągu dnia lub w szczególnie nudnych momentach prób.
- Jest niezłym kucharzem.
- Zdarza mu się wlewać w siebie litry kofeiny, głównie po bezsennych nocach.
- Zazwyczaj ma przy sobie nóż myśliwski, który otrzymał od pradziadka.
- Średnio przepada za bronią palną jednak posiada na nią wszelkie pozwolenia.
- Jest katolikiem jak większość francuzów.
- Lubi muzykę klasyczną i często słychać ją z jego posiadłości, podobnie jak utwory śpiewane przez Ginie.
- Studiował kilka kierunków w tym przez rok na Oxfordzie.
- W swoim garażu ma kilkanaście samochodów min. Jaguara X-type2014, Lamborghini Veneno, Forda Mustanga 2015
- W Bagnolet ma dwie rezydencje. Jedna jest w mieście a druga skrywa się w lesie, ta druga zbudowana jest z bali.
Sterujący: paulinagrzelak01
poniedziałek, 14 listopada 2016
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)